Strona główna arrow Czytelnia arrow Zadbaj o ducha arrow Kuszenie
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 78 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1661684
Kuszenie PDF Drukuj E-mail
Kuszenie Jezusa na pustyni obejmowało trzy sfery ludzkiej egzystencji, którym najtrudniej się oprzeć. Tak jak wcześniej w raju, tak i teraz szatan zaczął od najprostszej kwestii — apetytu. Potem na próbę wystawił moc Syna Bożego, a w końcu Jego władzę. Trzeba było wielkiej mądrości i pokory, by nie ulec. Na przeciw kusiciela stał udręczony postem Mesjasz w całej swej ludzkiej ograniczoności.

Przystąpił do niego kusiciel, i rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem. A On odpowiadając, rzekł: Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych (1).
 

Dręczenie chlebem

Sytuacja Jezusa nie była podobna do tej, w jakiej większość ludzi ulega wypaczonemu apetytowi. Nie był podobny do alkoholika, który sięga po kolejną butelkę, czy do obżartucha, który nie może przestać jeść. W Jego przypadku nie chodziło o nadmiar, lecz o przetrwanie. Po czterdziestodniowym poście Jezus był na skraju wyczerpania. Trudno było Mu nawet o własnych siłach opuścić pustynię. Leżące dookoła kamienie, gładkie i lśniące w słońcu, przypominające swym kształtem bochenki chleba, zdawały się kpić z Jego głodowej męki. Jakież obrazy musiały sunąć Mu przed oczami! Jakież łaknienie Nim targać! I właśnie w tym momencie usłyszał głos: „Nie musisz więcej cierpieć głodu. Jesteś przecież Synem Bożym. Wystarczy, gdy użyjesz swej mocy, a te kamienie zamienią się w chleb!”. Ale to rozwiązanie, pomijając źródło, z którego pochodziło, było poza zasięgiem etyki Zbawiciela. Przybył na ziemię jako człowiek, dobrowolnie przyjął wszelkie tego konsekwencje i poddał się znikomości ludzkiej, dlatego musiał rozwiązywać problemy egzystencjalne w sposób dostępny człowiekowi. Nie mógł sobie pozwolić na luksus korzystania z mocy nieba. Pozostał do końca solidarny z nami. Nie poszedł na łatwiznę i nie pokusił się o cud. Przyjął jedynie wsparcie swego Ojca.

A ty? Jak często żądasz od Boga cudu? Jak głośno krzyczysz, by natychmiast ci pomógł? Jak szybko załamuje się twa wiara w chwilach próby, chwilach Bożej obróbki twego charakteru i ducha? Czy jesteś gotów ponosić konsekwencje wyboru drogi z Ojcem, nawet za cenę trudności, głodu, chorób, odrzucenia przez ludzi? A może wolisz zamienić swą wierność na dostatnie życie, w którym niczego nie brakuje? Może czekasz tylko na podszept kusiciela, by mieć jakąś wymówkę? Jak Ewa: „Jadłam, bo wąż mnie zwiódł”. Czy sprzedasz Boga i to, w co wierzysz, za bochenek chleba? A za sto bochenków? Za jadło tłuste i pachnące? I wciąż gorszysz się Judaszem... A czy nie jesteś czasem w stanie oddać swych zasad za znacznie mniej niż 30 srebrników? No, tylko w tej jednej sytuacji, bo jest tak ciężka...

Pokusa, jaka spotkała Jezusa, była rodzajem od dawna powtarzanej wymówki: człowiek musi jakoś przeżyć. Tym pretekstem usprawiedliwiano wszelkie zło. Jezus nie poszedł na kompromis. W sytuacji ekstremalnej, wręcz zagrażającej życiu, wskazał właściwą postawę: pozostanie wiernym Bogu. Przecież nie samym chlebem żyje człowiek.
 

Podpuszczanie

Wziął go diabeł do miasta świętego i postawił go na szczycie świątyni. I rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół (2).

W czym tu problem? Właściwie nie tak trudno nie ulec tego typu namowom. Po co demonstrować swą moc? Po tym jak Jezus poradził sobie z diabelską ofertą zwalczenia głodu, ta pokusa wydawała się stosunkowo łatwa do pokonania. A jednak, jak podkreśla Norval F. Pease, był to przełomowy moment w życiu Jezusa (3). Miał ważny cel — iść przez wsie i miasteczka, by głosić ewangelię o królestwie Bożym. Czy będą Go słuchać? Przecież był cieślą! I to z Nazaretu, miasta pogardzanego przez mieszkańców Jerozolimy. Jak dotrzeć do ludzkich nieczułych serc? Jak mówić o niebie, dobroczynności i pokucie ludziom, którzy są źli, egoistyczni i dumni? Jak zwiastować prostotę nawróconego życia tym, których pociąga przepych i rytualizm? To nie były łatwe chwile. I dokładnie wtedy przyszła doskonała diabelska oferta. Kusiciel zabrał Jezusa do Jerozolimy i postawił Go na szczycie świątynnej wieży. U stóp Zbawiciela rozciągało się miasto pełne ludzi, do których chciał dotrzeć z ewangelią. Myśląc o tym, Jezus usłyszał podszept: „To proste. Rzuć się na ziemię. Nic ci się nie stanie — przecież jesteś Synem Bożym. Ojciec nie pozwoli, by cokolwiek ci się stało. Gdy ludzie zobaczą cię płynącego z nieba, będą cię słuchać”.

Jezus wiedział, że nie powinien rozporządzać mocą niedostępną tym, których miał zamiar posłać na świat. Nie chciał, by słuchanie ewangelii opierało się na cudach i dziwach. Sensacja nigdy bowiem nie odrodzi serca. Pragnienie powinno być rozbudzone pięknem tego, co jest głoszone, a nie nadnaturalnymi zjawiskami. Dlatego Jezus tak często powtarzał uzdrowionym przez siebie ludziom, by tego nie rozgłaszali. Nie chciał, by człowiek podążał za Nim tylko z uwagi na pomoc doczesną, jakiej może udzielić Mesjasz. Uzdrawianie ciała służyło zawsze uzdrowieniu ducha. Wrażliwy na naszą niedolę Jezus niósł wyzwolenie z cierpienia, ale zainteresowany był przede wszystkim naszym zbawieniem. To był cel Jego misji. Zbyt jasny, by mogły zniszczyć go nawet najprzebieglejsze pokusy przynoszące pozorny posłuch wśród ludzi.

Zwyciężając po raz drugi, Jezus wskazał kierunek swoim naśladowcom: sensacyjne sztuczki mogą budzić ciekawość i emocje, ale nigdy nikogo nie nawrócą. Zapełnią sale, ale nie poprowadzą do żywota. Sam wolał głosić w prostocie nad jeziorem, na polach czy w świątyni, odwołując się do tęsknoty i wierności swych słuchaczy, a nie do ich skłonności do poszukiwania sensacji. Czynił cuda, by leczyć ludzi, a nie wywoływać podziw i zdumienie. Wiara nie pozwala na zuchwałość. Bóg nie jest magikiem działającym na zamówienie. Działaniu Jego mocy nie muszą towarzyszyć rzeczy dziwaczne i spektakularne. Boga nie można szantażować, żądając czegoś w zamian, ani wystawiać Go na próby. Dlatego nie będziesz kusił Pana, Boga swego, by popierał to, co głosisz, cudami.
 

Odwołanie się do godności

Znowu wziął go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz chwałę ich. I rzekł mu: To wszystko dam ci, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon (4).

To było bardzo perfidne. Był co prawda „władcą tego świata” (5), jak nazwał Go później sam Jezus, skoro ludzie poddali się właśnie jemu, ale przecież rzeczywistym właścicielem ziemi i wszelkiego stworzenia jest Bóg. Ów upadły anioł przyszedł targować się ze swym Stwórcą. I czego żądał? Pokłonu! Kartą przetargową uczynił to, co do niego tak naprawdę nie należało, co tylko na chwilę znalazło się w jego mocy. Chciał wykorzystać sytuację, by do końca przeprowadzić swą rebelię. Ach, gdyby zmusił Jezusa do pokłonu...

A Jezus? Zamknięty w człowieczeństwie, osłabiony, tęskniący za chwałą Ojca... czy nie był na tę ostatnią pokusę podatny? Był, bo skoro przeciwnik się nią posłużył, to znaczy, że istniało takie ryzyko. Starcie między Jezusem a szatanem było realne; to była próba, którą musiał przejść Zbawiciel przed rozpoczęciem swej misji. Ten bój musiał stoczyć. Druga część walki czekała Go za trzy lata w Getsemane.

Z tego ostrego starcia, a dokładnie z odpowiedzi, jakiej udzielił Jezus, wypływa bardzo ważna nauka: „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz” (6). Tylko Bóg jest godny czci. Przeciwnik musiał poznać swoje miejsce, bo żadne stworzenie nie może się o nią ubiegać. Ten, który chciał „wstąpić na niebiosa” i „zrównać się z Najwyższym” (7), poniósł porażkę. To, co udało się mu uczynić wśród ludzi, sprowadziło na niego klęskę w starciu z Jezusem. Chrystus dowiódł, że człowiek był w stanie poradzić sobie z pokusą, jaka przyszła na niego w Edenie. Gdyby tylko ufał Bogu.

To, co powiedział Jezus, jest naczelną zasadą Bożego prawa. To właśnie te słowa rozpoczynają dekalog — serce judeochrześcijańskiej etyki. Ta zasada decyduje, czy trwasz przy Bogu, czy nie: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie” (8). Odmawiając pokłonu szatanowi, Jezus pokazał, że w pełni akceptuje tę prawdę.

Wielu chrześcijan oddało swe życie, broniąc zasady wierności jedynemu Bogu. W pierwszych wiekach uczniowie Jezusa nie oddawali czci cesarzowi, choć taki gest był oznaką lojalności wobec władzy i tego wymagało świeckie prawo. Za niespalenie kadzidła przed wizerunkiem imperatora groziła śmierć, a mimo to tysiące ludzi tego nie robiły. Bardziej niż swoje życie cenili to, co uczynił dla nich Jezus. Zdrada Boga jawiła się im jako coś znacznie gorszego od grobu.

W naszej — odmiennej kulturze rozszerzeniu podlega rozumienie i tej zasady. Dziś problem bożków nie dotyczy chylenia czoła przed władzą czy budowania ołtarza Baalowi. Nie na tym polega, komu spalamy kadzidło. Problem tkwi w tym, że żyjemy tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał. Stojąc na wysokiej górze — jak pisze Pease — i patrząc na bogactwa tego świata, współczesny człowiek zdaje się mówić: „Po co mi Bóg? Nie muszę się modlić o zdrowie, bo mam medycynę. Nie muszę się modlić o deszcz, bo mam systemy nawadniające. Nie muszę się modlić: przyjdź królestwo Twoje, bo mam własne królestwo tu na ziemi”.

Odpowiedź Jezusa: „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz” (9) jest tak samo ważna w betonowej dżungli XXI wieku, jak była ważna dwa tysiące lat temu na pustyni judzkiej. Współcześni chrześcijanie zbyt często hołdują materializmowi, który Jezus zdecydowanie odrzucił.

*** 

Gdzie tkwi pułapka na ciebie zastawiona? Co jest twoim współczesnym bożkiem, za którego „dasz się pokroić”? Ile naprawdę wart jest Jezus w stosunku do twoich słabości, z którymi tak się zżyłeś? Może sprzedasz krzyż za kawałek chleba? A może — jak Faust — za wpływ na innych, umiejętność manipulowania, cuda i dziwy? Za luksus? Za pracę, karierę, sławę, pozycję, podziw...? Za święty spokój? A może za znacznie mniej? Może Chrystus wart jest tyle, co dmuchany balon? Na chwilę, póki nadęty i kolorowy, póki można się nim chwalić, wynosząc swoje „chrześcijańskie” korzenie, bo to jest na fali...

Na ile serio traktujesz to, w co wierzysz? I czy w ogóle rozumiesz swoją wiarę?

 
K.S.

1. Mt 4,3-4. 2. Mt 4,5-6. 3. Norval F. Pease, O tym myślcie..., ChIW „Znaki Czasu”, Warszawa 2004. 4. Mt 4,8-9. 5. Zob. J 14,30. 6. Mt 4,10. 7. Iz 14,13-14. 8. Wj 20,3. 9. Mt 4,10.

 

 

 

 


Nowości
Pomyśl, że...
zoledz_1_m.jpg
 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie - Mat 5,10
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl