Strona główna arrow Czytelnia arrow Fascynująca historia arrow Nikt tak nie cierpiał
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 84 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1644534
Nikt tak nie cierpiał PDF Drukuj E-mail
Kiedy rozpoczęło się cierpienie Chrystusa? Czy podczas tortur i ukrzyżowania? W Getsemane? A może, jak mówił znany reformator religijny Jan Kalwin, „w chwili przyjęcia postaci sługi, Jezus rozpoczął płacić cenę naszego wyzwolenia”?

Kalwin ma w pewnym sensie rację1, ale tak naprawdę cierpienia Chrystusa mają szerszy wymiar. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, jakie cierpienie zadał grzech Bogu. To prawda, że wszystkie zastępy niebieskie odczuwały mękę Chrystusa, ale ta męka nie rozpoczęła się ani nie zakończyła na krzyżu. Krzyż daje nam jedynie głębsze spojrzenie na ogrom bólu, jaki grzech od momentu zaistnienia wlał w serce Boga. Każdy grzech przejmuje bólem Jego serce.

W momencie gdy człowiek zwątpił w dobroć Boga, kiedy okazał niewiarę w Jego Słowo i odrzucił Jego autorytet, rozpoczęło się owo bezmierne cierpienie Boga. Bóg-Syn sam wówczas przybył z nieba na ziemię, przybył niezwłocznie. Szukał Adama i Ewy ukrywających się wśród majestatycznych drzew i bujnego listowia ogrodu Eden. Niczym zaniepokojony ojciec, który szuka swych zgubionych dzieci, Bóg zawołał: „Gdzie jesteś?”. Nietrudno było dostrzec wzniosłość w głosie Bożym! Wydaje się, że była ona jeszcze większa, gdy Bóg odpowiedział na tłumaczenie Adama, które brzmiało: „Usłyszałem szelest twój w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się”2.

Mimo straszliwego rozczarowania Bóg okazał zgubionemu człowiekowi swoje zainteresowanie, dając proroczą obietnicę. Wtedy, w Edenie, zaczęło się Jego cierpienie i trwało do momentu, gdy sam zmierzył się ze śmiercią na krzyżu. Nie, nie. Bóg cierpi nadal. Będzie cierpiał do czasu, gdy grzech i grzesznicy znikną na zawsze, a odkupieni staną się w odzyskanym raju jednością i będą z Nim, swoim Bogiem, na zawsze w domu.

A jak brzmi obietnica złożona pierwszym ludziom? Posłuchajmy słów Boga skierowanych do szatana: „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę”3. Bóg wypowiedział te słowa z pełną świadomością konsekwencji, jakie musi ponieść. Syn Boży znał każdy krok, jaki postawi na ścieżce pojednania, a jednak ani na moment nie zawahał się poddać tym wymaganiom.

Chrystus jest nazywany Księciem cierpienia. Nie znaczy to wcale, że rozkoszował się cierpieniem albo że upominał się o nie, czy też pragnął je na siebie sprowadzić. Proroctwo Izajasza na ten temat jest tak trafne, jakby pochodziło od naocznego świadka wydarzeń: „Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust”4. Żadne szemranie czy narzekanie nie wydobyło się z Jego ust. Przyszedł z wysokiego nieba na ziemię, aby spełnić największą wyzwolicielską misję wszystkich czasów: zniszczyć siedlisko zła i śmierci, otworzyć bramy wiecznego życia dla wszystkich. A całe cierpienie, jakie było wpisane w to zadanie, poniósł dobrowolnie, spokojnie i z pokorą. Nie powinniśmy oddawać chwały Jego cierpieniom, ale Jemu samemu. Jednak by zrobić to we właściwy sposób, musimy mieć pojęcie o charakterze i skali cierpień Jezusa.

Udręka fizyczna i psychiczna

Oczekując na kolejne przesłuchanie przed Sanhedrynem, Jezus został  pozostawiony bez ochrony, tak że rozwydrzony motłoch miał do Niego bezpośredni dostęp. I oto w momencie ogłoszenia przez Sanhedryn wyroku, że Jezus zasługuje na śmierć, tłum rzucił się na Niego jak dzikie bestie i byłby Go rozerwał na strzępy, gdyby nie interwencja rzymskich żołnierzy. Ale zanim Jezusa zabrano do Piłata, aby uzyskać potwierdzenie wyroku Sanhedrynu, tłum dał do końca upust swojej nienawiści. Rzucano Mu na głowę kawałki starej odzieży, bito Go po twarzy i krzyczano: „Prorokuj nam, Chrystusie, kto cię uderzył”5. Ściągnięto z Niego szatę, pluto Mu w twarz.

W czasie następnego przesłuchania, przed Piłatem, namiestnik poddał Jezusa biczowaniu, w nadziei zresztą, że wzbudzi to u rozwścieczonych ludzi współczucie i że sami uznają to za wystarczającą karę. Wtedy Piłat otworzyłby sobie drogę do uwolnienia oskarżonego. Dlatego skazał Jezusa na biczowanie w obecności wszystkich. Rzymski bicz, okrutne narzędzie tortur, składał się ze skórzanych rzemieni, do których doczepione były ostre kawałki metalu lub kości. Ofiara obnażana była do pasa, ręce miała wiązane razem i wtedy otrzymywała razy, które rwały ciało w paski. Ewangelista Marek opisuje kolejne nadużycie, jakie popełniono wobec Jezusa: „A żołnierze zaprowadzili go na zamek, to jest do pretorium, i zwołali cały odział wojska. I ubrali go w purpurę, i upletli koronę cierniową, i włożyli mu ją na głowę, i poczęli go pozdrawiać: Bądź pozdrowiony, królu żydowski. I (...) pluli na niego, a upadając na kolana, bili mu pokłony”6

Strategia Piłata zawodzi

Biczowanie nie wzbudziło jednak litości tłumu, więc chcąc uwolnić Jezusa, Piłat przyprowadził do sądu Barabasza. Usiłując wcześniej obudzić w Żydach poczucie sprawiedliwości, zgodził się uszanować ich stary zwyczaj, aby z okazji święta wypuścić jakiegoś przestępcę — tym razem wybrał odrażającego kryminalistę. Mając nadzieję wbić klina między lud a kapłanów, skierował do tłumu pytanie: „Jak chcecie, którego z tych dwóch mam wam wypuścić?”. Wzburzony tłum odpowiedział: „Barabasza!”. Gdy Piłat zadał następne pytanie: „Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego zowią Chrystusem?”, tłum krzyknął: „Niech będzie ukrzyżowany!”. Piłat wciąż miał nadzieję, że przekona tłum do zmiany decyzji, więc przedstawił kolejno obu więźniów, mówiąc o Jezusie błagalnym wprost głosem: „Oto człowiek! (...) wyprowadzam go do was, abyście poznali, że w nim żadnej winy nie znajduję”7.

Oto jak tę chwilę oddaje literacka ilustracja: „Oto stał Syn Boży w błazeńskim stroju i w koronie cierniowej na głowie. Jego obnażone do pasa plecy pokryte były pręgami, z których obficie płynęła krew. Twarz Jego była poplamiona krwią, nosiła oznaki bólu i wyczerpania, lecz nigdy nie była tak piękna jak teraz. Cierpienie nie zniekształciło jej i każdy rys wyrażał szlachetność, uległość oraz najtkliwszą litość dla okrutnych dręczycieli. Postawy Jego nie cechowała tchórzliwa słabość, lecz siła i godność cierpienia. Stojący obok Niego więzień stanowił rażący kontrast z Chrystusem. Każdy rys twarzy Barabasza zdradzał zatwardziałego zbrodniarza, jakim był w rzeczywistości. Kontrast ten musiał przemówić do każdego i dlatego niektórzy z obecnych płakali. Gdy patrzyli na Jezusa, serca ich wypełniały się współczuciem. Nawet kapłani i przywódcy byli przekonani, że On jest istotnie tym, za kogo się podawał”8.

Ale strategia Piłata zawiodła. Triumfowali kapłani. Piłat zrozumiał, że jeśli chce utrzymać urząd namiestnika i nie popaść w niełaskę, musi skazać Jezusa. Przeprosił Go za to, że nie potrafi Go uratować, dokonał nic nieznaczącej ceremonii umycia rąk, orzekł ze swego fotela sędziowskiego: „Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego, wasza to rzecz”9 i wydał Jezusa na ukrzyżowanie.

Więcej bólu

Każdy skazany na śmierć przez ukrzyżowanie musiał nieść sam swój krzyż. Nikt nie chciał nieść haniebnego narzędzia śmierci. Gdy włożono Mu ciężki pal na ramiona, Jego duch nie wzdragał się przed tym brzemieniem, ale ciało było słabe. Choć Jezus był fizycznie silny i nigdy nie tracił ducha w warunkach surowego życia, teraz czuł się osłabiony głodem, brakiem odpoczynku, poszturchiwaniem i ciosami tłumu, brutalnym zachowaniem żołnierzy, bolesnymi ranami i utratą krwi na skutek biczowania i z ran od korony cierniowej, która wbijała Mu się w głowę.

„A gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, ukrzyżowali go tam, także i złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy”. Rzymscy żołnierze rozciągnęli Go na krzyżu. Przyniesiono młotek i gwoździe, a następnie przybito do krzyża ręce i nogi. Przez cały czas usta Jezusa poruszały się — Zbawiciel wypowiedział osiem słów. Jakich? To wprost niewiarygodne, ale brzmiały tak: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”10.

Zaraz po tym, jak został przybity do krzyża, silni mężczyźni unieśli krzyż i ustawili w przygotowanym do tego miejscu. To uczyniło agonię Syna Bożego jeszcze bardziej bezlitosną. Jezus wisiał przez sześć godzin między niebem a ziemią.

Nie to jednak było najgorsze, bo jak mówią słowa pewnej pieśni, „ból w Jego sercu był najtrudniejszy do zniesienia”. Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się do ogrodu Getsemane. To tutaj rozpoczęły się nadludzkie cierpienia duchowe Chrystusa, cierpienia, których człowiek nie potrafi pojąć. Nadeszła Jego godzina. Godzina, w której Ten, który nie znał grzechu, miał stać się za nas grzechem, „abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą”11. Godzina, w której — by wykonać zadanie uratowania grzeszników — Syn musiał stać się obiektem gniewu Ojca i Jego sprawiedliwego sądu nad grzechem. 

Męka duszy

To w Getsemane szatan zwarł szeregi. Ten, który przegrał pierwszą walkę z Chrystusem na pustyni judzkiej, na samym początku publicznej misji Zbawiciela, był świadomy, że jeśli przegra i ten bój, utraci całe królestwo! Wmawiał więc Jezusowi, że jeśli zdecyduje się wypić ów kielich, na zawsze rozłączy się z Ojcem. Duchowy dramat Chrystusa oddają słowa Ewangelii Łukasza: „I był pot jego jak krople krwi spływające na ziemię”12. Zbawiciel toczył walkę życia. Nie tylko naszego, ale i własnego. Ojcze mój — wołał Jezus — jeśli można, niech mnie ten kielich minie”. Ale zaraz dodał: „Wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty”13.

Człowieczeństwo Jezusa wzdragało się przed najwyższą ofiarą. Ale wtedy stanęła przed Jego oczami historia rodzaju ludzkiego. On znał bezradność człowieka i moc grzechu. Wiedział, że jedyna nadzieja życia leży w tym, że pójdzie dobrowolnie drogą najwyższej ofiary, choć jej koniec jest tak bardzo gorzki. W uszach dźwięczał Mu krzyk zgubionego i konającego świata. To wystarczyło. Kryzys się skończył. Decyzja została podjęta.

W niebie nastała cisza. Całe zastępy aniołów zapewne obserwowały w niemym zdumieniu, jak zbolały Ojciec, odpowiadając na modlitwę Syna, podsuwa Mu swoje promienie światła, miłości i chwały. Grzech jest czymś tak ohydnym w oczach Boga, że nawet gdy Jego własny Syn staje się grzechem, dobrowolnie go na siebie przyjmując, On musi się od Niego odsunąć.

Ale Jezus nie miał umrzeć w Getsemane. Nagle niebo rozwarło się i potężny anioł Gabriel, ten przebywający w obecności Boga, stanął obok Zbawiciela. Nie przyszedł, by odebrać z rąk Syna kielich przeznaczenia. Przyszedł dodać Mu sił, zanim kielich zostanie wypity. Zanim Jezus pozwoli się udręczyć na Golgocie.

Kto potrafi zmierzyć rozmiar Jego cierpień w momencie, gdy ci, których tak bardzo kochał i na których tak liczył, pozostawili Go, zasypiając? Gdy Piotr się zaparł Jezusa, zaklinając się, że Go nie zna? Gdy ci, których stworzył własnymi rękami, obrócili się przeciwko Niemu z nieludzką wściekłością i gwałtownością? A kto potrafi zmierzyć wielkość cierpień, które sprawiły, że z Jego złamanego serca wydostał się okrzyk: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”14. A to wszystko z miłości do ciebie i do mnie.

„Nieskalany Syn Boży wisiał na krzyżu, a Jego ciało było pokaleczone od uderzeń. Jego ręce, tak często udzielające błogosławieństw, teraz przybite były gwoździami do krzyża; stopy, nie znające zmęczenia w sprawowaniu służby miłości, były skrępowane i przygwożdżone do drewna; królewska głowa była zraniona cierniową koroną, a drżące wargi układały się w jęk niedoli. Zbawiciel zniósł to wszystko. Krew brocząca z Jego okaleczonej głowy, rąk i stóp, ból agonii rozdzierający Jego ciało i niewymowne cierpienia, które wypełniały Jego duszę, gdy twarz Ojca ukryła się przed Nim, są składnikami ofiary przemawiającymi do każdej ludzkiej istoty. Wszystko to woła: To dla ciebie Syn Boży przyjął na siebie ciężar winy, dla ciebie pokonał śmierć i otworzył bramy raju”15!

 

Thomas A. Blincole

1 Cytowana wypowiedź Jana Kalwina pochodzi z jego dzieła Institutes of Christian Religion, ks. II, r. XVI, § V. 2 Rdz 3,9-10. 3 Rdz 3,15. 4 Iz 53,7. 5 Mt 26,28. 6 Mk 15,16-19. 7 Mt 27,21-23; J 19,5.4. 8 Ellen G. White, Życie Jezusa, ChIW „Znaki Czasu”, Warszawa 2000, s. 529. 9 Mt 27,24.26. 10 Łk 23,33-34. 11 II Kor 5,21. 12 Łk 22,44. 13 Mt 26,39. 14 Mt 27,46. 15 Ellen G. White, dz. cyt., s. 544.
Nowości
Pomyśl, że...
948104_sunflower_2.jpg
A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy - Hbr 11,1
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl