Strona główna arrow Czytelnia arrow Zadbaj o ducha arrow Uzdrowiciel
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 26 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1671456
Uzdrowiciel PDF Drukuj E-mail
Jezus przybył na ten świat, by niezmordowanie służyć ludziom. Przyszedł, by uwolnić nas od ciężaru chorób, nędzy i grzechu, by obdarzyć zdrowiem i pokojem. Jego litość nie znała granic. Więcej czasu poświęcał na leczenie chorych niż na kazania.

Nikt, kto do Niego się zwrócił, nie odszedł bez pomocy. Gdziekolwiek szedł Jezus, poprzedzały Go wieści o Jego miłosierdziu. Leczenie i nauczanie prowadził na tak wielką skalę, że nie było w Palestynie budynku, który zdołałby pomieścić cisnące się do Niego tłumy. Przechodząc przez wsie i miasteczka, był jak ożywczy prąd, który niesie życie i radość. Każde uzdrowienie Jezus wykorzystywał jako okazję do wszczepienia Bożych zasad w umysł i serce człowieka. Rozdawał błogosławieństwa ziemskie, by skłonić serca do przyjęcia ewangelii łaski.   

Spotkanie z trędowatym

Ze wszystkich chorób znanych na Wschodzie najstraszniejszą był trąd. Był nieuleczalny i zaraźliwy. Każdego bez wyjątku napawał strachem. Żydzi uważali go za karę za grzechy. Rytualne prawo uznawało trędowatych za nieczystych. Wydalano ich ze społeczności jako ludzi już martwych. Z dala od przyjaciół i krewnych trędowaty musiał nieść ciężar swej choroby. Zmuszano go do publicznego wyznawania swego nieszczęścia, podarcia odzieży i dzwonienia na alarm, aby ludzie mogli przed nim uciec.

Na terenach, gdzie Jezus prowadził swą działalność, wielu było takich nieszczęśników. Wieść o Jego cudach docierała do trędowatych, wzbudzając nieśmiałą nadzieję. Ale większość nie śmiała nawet myśleć, że Jezus zechciałby chociaż spojrzeć w ich stronę. Był jednak jeden chory, w którego sercu zrodziła się wiara. Owszem, miał wątpliwości, czy Chrystus zechce go uzdrowić. Czy zniży się do tego, aby zwrócić uwagę na człowieka cierpiącego — jak powszechnie uważano — z wyroku Boga? Czy nie rzuci na niego przekleństwa? Ale wiedział, że żaden chory, który zwrócił się do Jezusa o pomoc, nie został oddalony. Postanowił więc odnaleźć Zbawiciela. Chociaż wzbroniono mu wstępu do miasta, liczył, że spotka Chrystusa po drodze.

W tym czasie Jezus, otoczony przez ludzi, nauczał nad brzegiem jeziora. Trędowaty, który przyszedł w tę okolicę, patrzył, jak Jezus kładł ręce na umierających, kalekich, ślepych, sparaliżowanych, którzy wstawali zdrowi i chwalili Boga za ocalenie. Serce załomotało mu w piersi. Zapomniał o ograniczeniach, jakim podlegał, o bezpieczeństwie ludzi i o strachu, z jakim do niego podchodzili. Myślał jedynie o błogosławionej nadziei na uzdrowienie.

Mężczyzna przedstawiał sobą odrażający widok. Choroba poczyniła zastraszające postępy — ciało rozkładało się i cuchnęło. Widząc go, tłum cofnął się w panice. Ale wyrazy obrzydzenia nie docierały do trędowatego. Widział jedynie Syna Bożego i słyszał tylko głos, który dawał życie umierającym. Padł do stóp Jezusa, wołając: „Panie, jeśli chcesz, możesz mię oczyścić”. Jezus odrzekł: „Chcę, bądź oczyszczony!”, i położył na nim swą rękę1.

Trędowaty natychmiast został odmieniony. Nerwy odzyskały wrażliwość, a mięśnie siłę. Szorstka, łuszcząca się skóra znikła, a w jej miejsce pojawił się różowy, delikatny naskórek. Uleczony człowiek odczuwał swe uzdrowienie jako wielką łaskę. Cieszył się z odzyskanych sił, z powrotu do rodziny i społeczeństwa i chciał oddać cześć boskiemu Lekarzowi.

Oczyszczenie trędowatego z jego strasznej choroby stanowi ilustrację innego dzieła Chrystusa — oczyszczenia duszy z grzechów. Człowiek, który przyszedł do Chrystusa, był dosłownie zżarty przez trąd, śmiertelny jad zatruł całe jego ciało. Uczniowie usiłowali ostrzec swego Mistrza przed dotykaniem go, gdyż każdy, kto dotykał trędowatego, stawał się sam nieczysty. Lecz kładąc swą rękę na trędowatym, Jezus nie uległ skażeniu. Jego dotknięcie udzieliło życiodajnej mocy. Trąd został usunięty. Podobnie jest i z trądem grzechu — głęboko zakorzenionym, śmiertelnym, nie do wyleczenia za pomocą ludzkich środków. „Cała głowa chora i całe serce słabe. Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany”2. Lecz Jezus, który przyszedł, aby zamieszkać w ludzkości, nie uległ skażeniu. Jego obecność ma siłę uzdrowienia grzesznika. Każdy, kto upadnie do Jego stóp, wołając z wiarą: „Panie, jeśli chcesz, możesz mię oczyścić”, usłyszy odpowiedź: „Chcę, bądź oczyszczony!”.

W niektórych sytuacjach Jezus nie od razu udzielał upragnionego błogosławieństwa. Jednak w przypadku trądu zaledwie prośba została wypowiedziana, natychmiast nastąpiło uzdrowienie. Gdy modlimy się o ziemskie błogosławieństwa, odpowiedź na naszą prośbę może być opóźniona. Bóg może też inaczej odpowiedzieć, niż chcemy, gdy uzna, że to, o co się modlimy, nie przyniesie nam pożytku. Jednak Jezus nigdy nie pominie naszej prośby o uwolnienie z grzechu. Ponownie nauczył tej prawdy przez akt uzdrowienia paralityka w Kafarnaum.  

Tęsknota paralityka

Paralityk, podobnie jak trędowaty, stracił już wszelką nadzieję na uleczenie. Jego choroba była wynikiem grzesznego życia, dlatego do cierpień cielesnych dochodziły wyrzuty sumienia. Od lat zwracał się do faryzeuszy i lekarzy z prośbą, aby ulżyli jego cierpieniom duchowym i fizycznym. Jednak z ich strony nadchodziła tylko chłodna odpowiedź, że jego choroba jest nieuleczalna, a on sam ma ponieść skutki gniewu Boga. Faryzeusze niesłusznie uważali, że nieszczęście jest przejawem Bożego niezadowolenia, dlatego też trzymali się z daleka od chorych i potrzebujących.

Sparaliżowany mężczyzna był bezradny i zrozpaczony. Wtedy usłyszał o cudownej działalności Jezusa. Powiedziano mu, że inni, równie bezradni i grzeszni jak on, zostali uzdrowieni, że nawet trędowaci zostali oczyszczeni. Przyjaciele dodawali otuchy choremu,  ale gdy przypomniał sobie, w jaki sposób nabawił się choroby, ogarnęły go wątpliwości: czy ten nieskalany Lekarz w ogóle zechce tolerować jego obecność?

Pragnął już nie tyle fizycznego odrodzenia, co przede wszystkim uwolnienia od ciężaru grzechów. Gdyby tylko mógł zobaczyć Jezusa i otrzymać zapewnienie o przebaczeniu! Uprosił przyjaciół, aby zanieśli go na łóżku do Jezusa. Tłum, który zebrał się na ulicy i w domu, w którym przebywał Zbawiciel, był tak wielki, że chory i jego przyjaciele nie mogli zbliżyć się do Niego ani nawet usłyszeć Jego głosu.

Jezus nauczał w domu Piotra. Zgodnie ze swym zwyczajem uczniowie siedzieli przy Nim, a byli tam również „faryzeusze i nauczyciele zakonu, którzy przybyli ze wszystkich wiosek galilejskich i judzkich, i Jerozolimy”3. Ci ostatni przyszli jako szpiedzy, szukając oskarżeń przeciw Jezusowi. Na zewnątrz zaś tłoczył się bezładny tłum — i gorliwi, i pełni czci, i ciekawi, i niewierzący, ludzie różnych narodowości i wszystkich klas społecznych.

Przyjaciele paralityka daremnie próbowali przedostać się przez tłum. W końcu zanieśli chorego na dach i wybijając w stropie otwór opuścili go do stóp Jezusa. Zbawiciel ujrzał smutną twarz i wpatrzone w siebie pełne błagania oczy. Zrozumiał wszystko. Teraz, gdy człowiek ten żałował za grzechy i uwierzył, że Jezus ma moc uzdrowienia go, życiodajna łaska Zbawiciela najpierw pobłogosławiła jego spragnione serce. Słowami, które brzmiały w uszach sparaliżowanego jak muzyka, Zbawiciel rzekł: „Człowieku, odpuszczone są ci grzechy twoje”4.

Ciężar rozpaczy spadł z serca chorego człowieka, a pokój przebaczenia rozjaśnił jego twarz. W prostocie wiary przyjął słowa Jezusa jako zapowiedź nowego życia. Nie stawiał dalszych pytań, tylko leżał w błogim milczeniu, bo szczęście nie pozwalało mu mówić.

Ludzie z lękiem przyglądali się tej scenie. Dostojnicy nie rozmawiali ze sobą, chcieli powstrzymać Jezusa. Dopatrzyli się w Jego słowach bluźnierstwa i doszli do przekonania, że pomoże im to skazać Go na karę śmierci. Wtedy, zatrzymując wzrok na rabinach, Jezus powiedział: „Czemuż tak myślicie w sercach swoich? Cóż jest łatwiej, rzec paralitykowi: Odpuszczane są ci grzechy, czy rzec: Wstań, weź łoże swoje i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc odpuszczać grzechy na ziemi, rzekł paralitykowi: Tobie mówię: Wstań, weź łoże swoje i idź do domu swego”5.

Wówczas człowiek przyniesiony do Jezusa na noszach wstał się z młodzieńczą zwinnością i siłą. Życiodajna krew zaczęła krążyć w jego żyłach. We wszystkie części ciała wstąpiło życie. „I wstał, i zaraz wziął łoże, i wyszedł wobec wszystkich, tak iż się wszyscy zdumiewali i chwalili Boga, i mówili: Nigdyśmy nic podobnego nie widzieli”6.

Oto cudowna miłość Chrystusa pochylająca się nad winnymi i strapionymi! Boskość bolejąca nad chorobami ludzkości i kojąca je! Oto cudowna moc tak okazywana ludzkim dzieciom! Któż może wątpić w wieść o zbawieniu? Któż może nie doceniać łaski współczującego Odkupiciela?

Głos, który tchnął życie w człowieka powstałego z prochu ziemi, teraz przywrócił życie umierającemu paralitykowi. Moc, która dała życie ciału, odnowiła też serce. Ten, który przy stworzeniu „rzekł — i stało się”7, przywrócił życie duszy umarłej w grzechach. Uzdrowienie ciała było przejawem mocy odnawiającej serce.

Chrystus uzdrowił zarówno duszę, jak i ciało paralityka. Po uzdrowieniu duchowym nastąpiło odrodzenie fizyczne. Tej nauki nie wolno pominąć. Żyją dziś tysiące fizycznie chorych, którzy tak jak paralityk pragną usłyszeć słowa: „Odpuszczone są ci grzechy twoje”. Brzemię grzechu wraz z nieustannymi i niezaspokojonymi pragnieniami jest podstawą ich chorób. Ludzie ci nie znajdą jednak ratunku, zanim nie przyjdą do Uzdrowiciela.

Jezus powiedział: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały”8. To On jest duchem ożywiającym9. I nadal ma tę samą życiodajną moc, jak wówczas gdy na ziemi uzdrawiał chorych i udzielał przebaczenia grzesznikom. „On odpuszcza wszystkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje”10

Opr. K.S.
 

1 Mt 8,2-3. 2 Iz 1,5-6. 3 Łk 5,17. 4 Łk 5,20. 5 Mk 2,8-11. 6 Mk 2,12. 7 Ps 33,9. 8 J 10,10b. 9 Zob. I J 3,8; J 1,4; I Kor 15,45. 10 Ps 103,3.
Nowości
Pomyśl, że...
jasmin.jpg
Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy - Łk 16,10
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl