Strona główna arrow Nasze świadectwa arrow Małgosia
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 11 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1608246
Małgosia PDF Drukuj E-mail

Image 

Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej

Zawsze wierzyłam w istnienie Boga, ale dawniej nie znałam Go. Uważałam, że moje życie to jedno, a wiara to coś zupełnie z tym niezwiązanego. Jeśli ktoś twierdził, że chce żyć z Bogiem, to dla mnie zakrawało to już na fanatyzm! Ja mam pytać kogokolwiek, co robić, jak postępować? Choćby ten ktoś był Bogiem, nie pozwolę, aby za mnie decydował. Przecież dokładnie wiedziałam jak mam żyć. Sama chciałam kierować własnym losem. Do czasu. Nastąpił moment, kiedy moje życie zaczęło się rozsypywać w drobne kawałki. I zupełnie nie udawało mi się posklejać tych wszystkich fragmentów w jedną całość.

Czułam się coraz bardziej zagubiona, opuszczona, samotna i kompletnie bezradna. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać, nie radziłam sobie z emocjami. To, co się działo w moim życiu przekraczało moją wytrzymałość. Wedy Bóg wyciągnął do mnie rękę i okazał mi swoją wielką miłość.

Zaczęłam czytać Pismo Święte poznając Go jako wspaniałego, troskliwego Zbawiciela, który nie zostawia nas nawet w najczarniejszych dla nas momentach. Jednak nadal żyłam w czymś, co ciągnęło mnie na dno emocjonalne. Zaczęły się problemy zdrowotne. Życie w nieustającym stresie musiało odbić się na moim organizmie. Pamiętam, że każdego dnia odczuwałam niepokój i lęk przed tym, co mnie czeka. Budziłam się i zasypiałam w stresie. Starałam się izolować od tego, co mnie otaczało i nawiązywać wieź z Bogiem, ale to było bardzo trudne, często zupełnie niemożliwe. Bóg jednak przez cały czas był. Dawał mi ludzi, którzy znajdowali się w jeszcze większym dołku i musiałam się zajmować ich problemami, wspierać ich  i pokazywać im Chrystusa. Bóg dawał mi siłę do ratowania czyjegoś życia. Wówczas mogłam skoncentrować uwagę na potrzebach drugiego człowieka i pozwalało mi to uwalniać się od własnych problemów.

W końcu doszłam do takiego punktu, że jedynym wyjściem okazało się rozstanie. Rozwód. Dziękuję Bogu za to, że dał mi rodzinę, która pomogła mi przetrwać najgorsze momenty w życiu. Nagle powroty do domu przestały wiązać się ze stresem. Czułam się tak, jakbym zrzuciła z siebie ogromny ciężar. Jednak nadal nie zawsze było łatwo. I Bóg znów zsyłał mi kogoś, kim musiałam się zaopiekować. Postawił na mojej drodze osobę, która zaczynała przechodzić przez takie samo piekło, jak ja parę lat wcześniej. Wpadała coraz bardziej w czarną dziurę, z której, jak jej się wówczas wydawało, nie ma wyjścia. Tylko mnie zaufała, wiedząc, że doskonale rozumiem, jak się czuła. W tej znajomości Bóg wielokrotnie pozwalał nam obu odczuć swoją obecność. To, co działo się w naszym życiu nie mogło być przypadkiem. Bóg doskonale wiedział, że lekarstwem dla mnie była możliwość pomagania komuś, kto nie radzi sobie sam. A z drugiej strony mojej przyjaciółce dał mnie jako podporę. To, jak Bóg zaczął przemieniać również jej życie, powodowało, że moja wiara w moc Boga się pogłębiała. Od momentu, kiedy się spotkałyśmy miało miejsce wiele wydarzeń, które niezwykle umocniły moje zaufanie do Boga. Okazało się, że otrzymujemy od Niego coś, o co nawet nie przyszłoby nam do głowy się modlić. Same nie wymyśliłybyśmy, że właśnie to nam pomoże przetrwać najtrudniejsze momenty.

Bóg zna nas doskonale i dlatego zawsze powinniśmy z pokorą prosić Go o to, aby prowadził nas własnymi ścieżkami, aby w naszym życiu działa się Jego wola, bo to ona jest dla nas najlepsza. Teraz już to wiem i dlatego nie chcę już sama o wszystkim decydować. Chcę, aby to Chrystus był fundamentem w moim życiu, bo jedynie w nim jest pokój i radość. Odkąd zaczęłam żyć z Bogiem, wielokrotnie słyszałam od różnych osób, że w mojej obecności odczuwają spokój. Dawniej to było niemożliwe, bo byłam strzępkiem nerwów. Teraz jednak czuję bliskość Boga, Jego miłość. I to bywa zauważane na zewnątrz. Bóg daje taki pokój, jakiego bez Niego nie możemy osiągnąć. W rękach Boga nie jesteśmy bezwolnymi marionetkami, ale przebywając blisko Niego w modlitwie, w Jego Słowie odnajdziemy nadzieję i miłość, która zacznie wypełniać nasze życie tak, że będziemy chcieli iść za Jego głosem zawsze. Niezależnie od tego, co się wydarzy, wiem, że Chrystus jest drogą, prawdą, życiem...” Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, od Niego jest zbawienie moje. Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, twierdzą moją, przeto się nie zachwieję”. Amen.

Przecież dokładnie wiedziałam jak mam żyć. Sama chciałam kierować własnym losem. Do czasu. Nastąpił moment, kiedy moje życie zaczęło się rozsypywać w drobne kawałki. I zupełnie nie udawało mi się posklejać tych wszystkich fragmentów w jedną całość. Czułam się coraz bardziej zagubiona, opuszczona, samotna i kompletnie bezradna. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać, nie radziłam sobie z emocjami. To, co się działo w moim życiu przekraczało moją wytrzymałość. Wedy Bóg wyciągnął do mnie rękę i okazał mi swoją wielką miłość.

Zaczęłam czytać Pismo Święte poznając Go jako wspaniałego, troskliwego Zbawiciela, który nie zostawia nas nawet w najczarniejszych dla nas momentach. Jednak nadal żyłam w czymś, co ciągnęło mnie na dno emocjonalne. Zaczęły się problemy zdrowotne. Życie w nieustającym stresie musiało odbić się na moim organizmie. Pamiętam, że każdego dnia odczuwałam niepokój i lęk przed tym, co mnie czeka. Budziłam się i zasypiałam w stresie. Starałam się izolować od tego, co mnie otaczało i nawiązywać wieź z Bogiem, ale to było bardzo trudne, często zupełnie niemożliwe. Bóg jednak przez cały czas był. Dawał mi ludzi, którzy znajdowali się w jeszcze większym dołku i musiałam się zajmować ich problemami, wspierać ich  i pokazywać im Chrystusa. Bóg dawał mi siłę do ratowania czyjegoś życia. Wówczas mogłam skoncentrować uwagę na potrzebach drugiego człowieka i pozwalało mi to uwalniać się od własnych problemów.

W końcu doszłam do takiego punktu, że jedynym wyjściem okazało się rozstanie. Rozwód. Dziękuję Bogu za to, że dał mi rodzinę, która pomogła mi przetrwać najgorsze momenty w życiu. Nagle powroty do domu przestały wiązać się ze stresem. Czułam się tak, jakbym zrzuciła z siebie ogromny ciężar. Jednak nadal nie zawsze było łatwo. I Bóg znów zsyłał mi kogoś, kim musiałam się zaopiekować. Postawił na mojej drodze osobę, która zaczynała przechodzić przez takie samo piekło, jak ja parę lat wcześniej. Wpadała coraz bardziej w czarną dziurę, z której, jak jej się wówczas wydawało, nie ma wyjścia. Tylko mnie zaufała, wiedząc, że doskonale rozumiem, jak się czuła. W tej znajomości Bóg wielokrotnie pozwalał nam obu odczuć swoją obecność. To, co działo się w naszym życiu nie mogło być przypadkiem. Bóg doskonale wiedział, że lekarstwem dla mnie była możliwość pomagania komuś, kto nie radzi sobie sam. A z drugiej strony mojej przyjaciółce dał mnie jako podporę. To, jak Bóg zaczął przemieniać również jej życie, powodowało, że moja wiara w moc Boga się pogłębiała. Od momentu, kiedy się spotkałyśmy miało miejsce wiele wydarzeń, które niezwykle umocniły moje zaufanie do Boga. Okazało się, że otrzymujemy od Niego coś, o co nawet nie przyszłoby nam do głowy się modlić. Same nie wymyśliłybyśmy, że właśnie to nam pomoże przetrwać najtrudniejsze momenty.

Bóg zna nas doskonale i dlatego zawsze powinniśmy z pokorą prosić Go o to, aby prowadził nas własnymi ścieżkami, aby w naszym życiu działa się Jego wola, bo to ona jest dla nas najlepsza. Teraz już to wiem i dlatego nie chcę już sama o wszystkim decydować. Chcę, aby to Chrystus był fundamentem w moim życiu, bo jedynie w nim jest pokój i radość. Odkąd zaczęłam żyć z Bogiem, wielokrotnie słyszałam od różnych osób, że w mojej obecności odczuwają spokój. Dawniej to było niemożliwe, bo byłam strzępkiem nerwów. Teraz jednak czuję bliskość Boga, Jego miłość. I to bywa zauważane na zewnątrz. Bóg daje taki pokój, jakiego bez Niego nie możemy osiągnąć. W rękach Boga nie jesteśmy bezwolnymi marionetkami, ale przebywając blisko Niego w modlitwie, w Jego Słowie odnajdziemy nadzieję i miłość, która zacznie wypełniać nasze życie tak, że będziemy chcieli iść za Jego głosem zawsze. Niezależnie od tego, co się wydarzy, wiem, że Chrystus jest drogą, prawdą, życiem...” Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, od Niego jest zbawienie moje. Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, twierdzą moją, przeto się nie zachwieję”. Amen.

Nowości
Pomyśl, że...
zolty better_m.jpg
Na drogę bezbożnych nie wchodź i nie krocz drogą złych ludzi! Unikaj jej i nie wchodź na nią - Przyp. 4,14-15
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl