Strona główna arrow Czytelnia arrow Wiarygodność Biblii arrow Historia weryfikuje Kod Lenarda da Vinci
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 17 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1680564
Historia weryfikuje Kod Lenarda da Vinci PDF Drukuj E-mail

Wywiad z dr. Alfredem Pallą, historykiem, biblistą, znawcą starożytnych kultur bliskowschodnich, specjalistą z zakresu dziejów chrześcijaństwa.

Dlaczego podjął się Pan napisania polemiki z popularną powieścią pt. „Kod Leonarda da Vinci”?

Alfred Palla: – Dan Brown oświadczył we wstępie, że oparł ją na danych historycznych. W jego książce występują postaci i fakty historyczne. Stwarza to pozory historyczności, choć jego główne tezy są fikcją, a w książce roi się od błędów. Dlatego należało zweryfikować jej twierdzenia z historią.

– Czy może Pan podać kilka przykładów takich błędów?

Brown myli się nawet w tak banalnych kwestiach jak to, że piramida za Luwrem składa się „dokładnie z 666 kawałków szkła”, podczas gdy „dokładnie” jest ich 673. Greckie olimpiady nie opierały się na ośmioletnim cyklu ze względu na planetę Wenus, jak napisał Brown, lecz na cyklu czteroletnim i poświęcone były Zeusowi. Paryża nie założyli w V w. Merowingowie, lecz wiele wieków wcześniej celtyckie plemię Parisii (250-200 p.n.e.). Zwoje znad Morza Martwego odkryto w latach 40. ub. wieku, a nie 50., jak podał Brown. Wśród nich nie ma ewangelii, gdyż zwoje te spisano przed chrześcijaństwem. Takie nieścisłości skłaniają do pytania, czy można polegać na autorze w kwestiach historycznych dużej wagi, skoro w rzeczach łatwych do sprawdzenia popełnił tyle błędów.

– We wstępie do książki Brown podał, że wszystkie informacje o opisanych w niej dziełach sztuki są prawdziwe. Co Pan na to?

Przesadził, delikatnie mówiąc. Jego informacje o twórcach i dziełach sztuki również są pełne omyłek. Np. według niego Leonardo da Vinci namalował „niezliczone dzieła o tematyce chrześcijańskiej”, choć pozostawił nam tylko 17 dzieł, w tym 4 nieukończone. Czy Leonardo „przyjmował setki lukratywnych zleceń papieskiego Rzymu”? Bynajmniej. Papież zlecił mu wykonanie tylko jednego dzieła. O obrazie Madonna na Skałach, który ma wymiary 198 x 123 cm, napisał, że ma wysokość 150 cm. Stwierdził, że temat tego obrazu zleciły malarzowi zakonnice z Bractwa Niepokalanego Poczęcia, tymczasem nigdy nie było zakonnic, bo było to bractwo męskie. W polskim wydaniu ktoś to poprawił.

– A co z twierdzeniem, że Leonardo był jawnym homoseksualistą?

Zarzut ten opiera się na jednym epizodzie. Otóż w młodości posądzono go i trzech innych młodzieńców o sodomię, gdyż zastano ich w towarzystwie młodzieńca, który zarabiał prostytucją we Florencji. Oskarżenie to jednak nie utrzymało się w sądzie i młodzieńców uniewinniono. Historyk sztuki Bruce Boucher twierdzi, że nie ma żadnego dowodu świadczącego o orientacji seksualnej Leonarda.

Dan Brown sugeruje, że Leonardo był poganinem i uprawiał czarną magię...

Według eksperta Alessandra Vezzosiego, Leonardo był krytyczny wobec wszelkich przejawów okultyzmu, w tym astrologii, magii, alchemii. Nie był przyjacielem średniowiecznego Kościoła. Widział, że duchowni mówią wiele o raju w niebie, a zagarniają dobra na ziemi dla siebie. Kpił z naiwności ludzi wydających ostatnie grosze na relikwie i świętości, które są bez wartości dla ich życia duchowego. Nigdy jednak nie odrzucił wiary w Boga ani głównych nauk chrześcijańskich. Vasari podaje w biografii Leonarda, że umarł, polecając się w ręce wszechmocnego Boga. Leonardo tak powiedział o okultyzmie: „Wielu karmi się zwiedzeniami, sprzedaje omamy i fałszywe cuda, oszukując głupi motłoch”. Dan Brown odniósł jego wypowiedź do Pisma Świętego, co jest przekłamaniem.

– W „Kodzie Leonarda da Vinci” chyba najbardziej szokuje teza o małżeństwie Marii Magdaleny z Jezusem. Czy Jezus był żonaty?

Brown wysunął w tej sprawie kilka argumentów. Najpierw to, że żydowski zwyczaj nakazywał małżeństwo. Tak jednak nie było. W Izraelu nie brakowało osób służących Bogu, które żyły samotnie, np. Jan Chrzciciel, prorokini Anna czy esseńczycy, którzy też preferowali celibat, a jednak wszyscy cieszyli się poszanowaniem wśród Żydów. Jako drugi argument podaje teksty gnostyckie, które ukazują Marię Magdalenę w roli uprzywilejowanej, ale nawet one nie mówią niczego o małżeństwie Jezusa. Kolejnym jego argumentem jest to, że Leonardo da Vinci namalował rzekomo Marię Magdalenę na miejscu apostoła Jana na słynnym obrazie Ostatnia Wieczerza, gdyż Jan nie ma brody, za to ma długie, kędzierzawe włosy i delikatne rysy twarzy. Znawcy nie potwierdzają tej osobliwej interpretacji. Autor powieści nie wziął pod uwagę faktu, że w tym okresie malarze, zwłaszcza florenccy, podkreślali młody wiek rysami zniewieściałymi, a Jan był najmłodszym z apostołów. Wbrew sugestiom Browna, zatajenie małżeństwa Jezusa nie leżałoby w interesie Kościoła, gdyż w pierwszych wiekach małżeństwo lidera uważano za plus – nikt nie mógł zostać biskupem, jeśli nie miał żony.

– Jakie relacje łączyły zatem Jezusa i Marię Magdalenę?

Nowy Testament podaje, że Maria podróżowała z uczniami Jezusa, ale nie była jedyną towarzyszącą im kobietą. Ewangelie wymieniają też np. Joannę, żonę Chuzy. Warto również zwrócić uwagę na to, że w starożytności imiona zamężnych kobiet wiązano z imieniem męża. Imieniu Marii nie towarzyszy imię Jezusa, lecz przydomek Magdalena, który pochodzi od Magdali - miejscowości nad Morzem Galilejskim. Jezus nie pominąłby jej pod krzyżem, kiedy polecał Janowi opiekę nad swoją matką, ale zatroszczyłby się również o żonę, gdyby Magdalena nią była.

Skąd Dan Brown zaczerpnął pomysł małżeństwa Marii z Jezusem oraz ich potomstwa, które rzekomo dało początek francuskiej linii królewskiej?

Oparł się na pseudonaukowych książkach Leigha i Baigenta, a oni na sfałszowanych dokumentach, które podrzucił do kilku bibliotek niejaki Pierre Plantard podający się za spadkobiercę francuskich królów. Ale w końcu przyznał się do oszustwa, a także do sfałszowania dokumentów, które miały dowodzić, że założony przez niego Zakon Syjonu sięgał średniowiecza, a do jego wielkich mistrzów należeli m.in. Leonardo da Vinci i Izaak Newton. Wszystko to okazało się już wiele lat temu blagą, dlatego dziwi to, że Brown bazuje na przedawnionych i fałszywych danych.

– Wspomniał Pan wcześniej o gnostykach, których Brown ukazuje jako pierwotnych chrześcijan, a których wyparło późniejsze ortodoksyjne chrześcijaństwo. Kim byli gnostycy?

Gnostycyzm był wpływowym nurtem religijnym w pierwszych wiekach. Oferował ezoteryczną wiedzę, która miała prowadzić do zbawienia. Składały się na nią duchowe objawienia i poglądy zaczerpnięte z różnych religii, w tym z chrześcijaństwa. Gnostycy, idąc za Platonem, postrzegali materialny świat jako więzienie niematerialnej duszy, co zrodziło wśród nich dwie postawy. Mniejszość żyła według przekonania, że skoro ciało jest grzeszną skorupą, która więzi ducha, to znaczy, że można je niszczyć, folgując żądzom. Natomiast większość z nich obierała ascetyzm, umartwiając swe ciała i traktując seks, małżeństwo czy macierzyństwo jako rzeczy przyziemne i zbędne. Przed odkryciem pism gnostyków z Nag Hammadi w 1945 roku o ich treści wiedzieliśmy głównie dzięki pisarzom chrześcijańskim, którzy przestrzegali przed nimi, wskazując na sprzeczności z nauką Jezusa i apostołów. Odkrycie to pokazało, że krytyczna ocena nie była przesadna.

– Jakie były różnice między gnostykami a chrześcijanami w czasach apostolskich?

Jedną z głównych było to, że gnostycy odrzucali Boga Stwórcę. Najbardziej wpływowy spośród nich, Walentyn, pouczał o istnieniu hierarchii duchowych istot zwanych eonami. Jeden z niższych eonów upadł i przez to zrodził złego Demiurga. Gnostycy utożsamiali Demiurga ze starotestamentowym Bogiem Jahwe. Według nich stworzył on zły świat, gdyż duchowe istoty (dusze) są w nim uwięzione w materialnych ciałach. Z tego powodu gardzili Bogiem Jahwe i Jego Prawem. Stworzone przez Niego życie na ziemi uważali za błąd, spychając na Niego odpowiedzialność za grzech i jego skutki. Natomiast w upadku Adama i Ewy doszukiwali się wyzwolenia, a w wężu, który zwiódł pierwszych ludzi, źródła gnozy, czyli swej mądrości. Zrozumienie grzechu i odkupienia stanowiło największą różnicę między nimi a chrześcijanami. Według biblijnego chrześcijaństwa głównym problemem ludzkości jest grzech, natomiast według gnostyków - brak sekretnej wiedzy. Uważali, że zbawienie zawdzięczamy tej wiedzy, a nie ofierze Chrystusa. Teologicznie gnostycyzm i apostolskie chrześcijaństwo wykluczały się wzajemnie.

– Brown wspomina w swej książce o wielu ewangeliach, twierdząc, że Kościół zniszczył niektóre, a tylko cztery wybrał do kanonu nowotestamentowego, który powstał dopiero w IV wieku. Czy chrześcijańscy hierarchowie rzeczywiście coś zataili?

Brown podał, że istniało około 80 ewangelii, co jest błędem. Wszystkich ewangelii, nawet włącznie z gnostyckimi, jest mniej niż 20. Za najwcześniejszą uważa się Ewangelię wg Marka, następnie Mateusza, Łukasza i Jana. Te cztery ewangelie powstały w I wieku i znalazły się w Nowym Testamencie. Natomiast gnostyckie ewangelie powstały między II a V wiekiem. Niektóre zawierają cytaty z kanonicznych ewangelii, co potwierdza, że powstały po nich. Gnostyckie pisma trudno nawet nazwać ewangeliami, gdyż nie zawierają opisu wydarzeń z życia Chrystusa. Stanowią zbiór przypisanych Jezusowi powiedzeń bez okoliczności, w jakich zostały wypowiedziane, co potwierdza, że spisano je wiele pokoleń później. Gnostycy podpisali je imionami m.in. apostołów (np. Tomasza, Filipa), aby dodać im autorytetu, ale ich autorami nie byli apostołowie.

– Brown sugeruje, że ewangelie gnostyków ukazują Jezusa jako bardziej ludzkiego, niż czyni to Nowy Testament. Czy jest w tym choć trochę prawdy?

Przeciwnie. Każdy, kto zajrzy do Nowego Testamentu przekona się, że ewangelie kanoniczne ukazują Jezusa jako człowieka, który głoduje, je, smuci się, współczuje, płacze, cierpi, pragnie, umiera. Gnostyckie ewangelie nie mówią nam prawie niczego o ludzkim życiu Jezusa.

– Co zatem zawierają?

Napotkamy w nich na myśli Jezusa, które znamy z kanonicznych ewangelii, ale są tam także poglądy sprzeczne z Biblią, choćby idee panteistyczne, a nawet zupełne głupstwa. Np. w Ewangelii wg Tomasza czytamy: „Rzekł Jezus: Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem (...) Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart (...) Królestwo Ojca podobne jest do człowieka pragnącego zabić możnego pana. Wydobył miecz w swym domu i wbił go w ścianę, aby poznać, czy jego ręka będzie silna. Wówczas zabił możnego pana”.

– Czy księgi nowotestamentowe uznano za część Pisma Świętego dopiero w IV wieku, jak utrzymuje Brown?

Nic podobnego! Cztery ewangelie i większość listów uważano za część Pisma Świętego jeszcze za życia apostołów, na przykład już Piotr pisał o listach Pawła jako o Słowie Bożym (1), zaś Paweł cytował Ewangelię wg Łukasza jako Pismo Święte(2). Pokazuje to, że już w I w. istniał funkcjonalny kanon Pisma Świętego. Już w II Liście Klemensa mamy cytat z Ewangelii (3), zwanych przez niego około 130 roku Pismem Świętym, tak samo zresztą jak Stary Testament. Tertulian w połowie II wieku pisał o czterech Ewangeliach, Dziejach Apostolskich, trzynastu listach Pawła, Liście do Hebrajczyków, I Liście Jana i Apokalipsie. Z II wieku pochodzi też tzw. kanon Muratoriego, który wymienia cztery Ewangelie i większość listów nowotestamentowych. Listę nowotestamentowych ksiąg wymienił także Orygenes (185-254).

Brown głosi, że pogląd o boskości Chrystusa zdominował chrześcijaństwo dopiero w IV wieku.

Kiedy zajrzyjmy do Nowego Testamentu, to przekonamy się, że Jezus jest w nim zwany Bogiem (gr. theos) przynajmniej siedem razy, a także wielokrotnie zwany jest Panem w boskim sensie. Z II i III w. pochodzi wiele cytatów o boskości Chrystusa. Na przykład Ignacy z Antiochii w 110 r. nazwał Jezusa Chrystusem Bogiem. Justyn Męczennik pisał przed 150 r. do Tryfona: „Gdybyś rozumiał to, co napisali prorocy, nie zaprzeczałbyś, że Chrystus był Bogiem”. Klemens Aleksandryjski w 150 r. oświadczył: „Tylko On jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem”. Ireneusz z Lyonu w 180 r. argumentował: „On jest Bogiem, na co wskazuje już samo imię Emmanuel”. Tertulian w 200 r. pisał: „Jedynym człowiekiem bez grzechu jest Chrystus, który jest także Bogiem”. Orygenes w 225 r. dodał: „Choć był Bogiem, stał się człowiekiem, a stawszy się człowiekiem, pozostał tym, kim był - Bogiem”.

Zdaniem Browna sprawę bóstwa Chrystusa przegłosowano dopiero podczas soboru w Nicei w 325 r., i to „małą większością głosów”. Co na ten temat mówią źródła historyczne?

Sobór w Nicei zwołano głównie ze względu na poglądy Ariusza z Aleksandrii, który głosił, że Jezus Chrystus nie był równy Bogu Ojcu, lecz był jakby mniejszym Bogiem. Jego poglądy przyczyniały się do podziałów w chrześcijaństwie, dlatego zwołano w tej sprawie sobór. Delegaci po wysłuchaniu Ariusza zauważyli, że gdyby Chrystus nie był w pełni Bogiem, wówczas Bóg nie byłby Zbawicielem ludzkości. Zdolny młody teolog Atanazy zwrócił uwagę, że Chrystus nie mógłby zbawić ludzi, gdyby nie był w pełni Bogiem. Wskazał też na sprzeczność, jaka by wówczas powstała z tekstem biblijnym, który mówi: „W nim zostało stworzone WSZYSTKO, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone” (4). Fakt, że „wszystko” zostało stworzone przez Chrystusa, wyklucza, aby On mógł być stworzony, gdyż wówczas musiałby stworzyć siebie, co byłoby absurdem. Po stwierdzeniu boskości Jezusa delegaci przeszli do relacji między Ojcem i Synem. Czy Syn ma naturę podobną do Ojca, czy taką samą? Euzebiusz z Cezarei zaproponował, aby we wspólnym wyznaniu wiary użyć słowa „podobny” (gr. homoiousios). Atanazy wskazał jednak, że Chrystus musiał mieć taką samą naturę jak Ojciec, skoro Nowy Testament wyraźnie naucza, że był Bogiem. Biskup Marcellus widząc, że argumenty Atanazego przekonały delegatów, zaproponował użyć we wspólnym wyznaniu wiary wyrażenia „taki sam” (gr. homoousios). W ten sposób podkreślono identyczność natury Ojca i Syna, a zarazem zachowano jedność między Ojcem i Synem. Bóg w osobach Ojca i Syna pozostał jeden w swojej istocie, podczas gdy Ariusz opowiadał się za dwiema istotami, a więc formą politeizmu (dyteizm). Wspólnego wyznania wiary nie podpisało tylko 2 z 318 delegatów. Nie była to więc „mała większość głosów”.

– Brown wysunął w swej książce jeszcze kilka kwestii związanych z Konstantynem. M.in. zasugerował, że cesarz „zestawił” księgi biblijne...

Jest to nonsens, gdyż Stary Testament powstał nie tylko przed Konstantynem, ale nawet przed Chrystusem. Kanon nowotestamentowy funkcjonował już w II w. Domyślam się jednak przyczyny błędu Browna. Otóż w 332 r. Konstantyn kazał wykonać 50 pergaminowych kopii Biblii, aby zrekompensować chrześcijaństwu brak egzemplarzy skonfiskowanych w czasie prześladowań dioklecjańskich w latach 303-310 i spalonych z rozkazu jego poprzednika. Nad ich wykonaniem czuwał Euzebiusz z Cezarei, a nie Konstantyn. Wykorzystał do nich najlepsze manuskrypty ksiąg biblijnych, jakimi wówczas dysponowano.

– Czy Konstantyna ochrzczono wbrew jego woli dopiero na łożu śmierci, jak sugeruje „Kod Leonarda da Vinci”?

Nic na to nie wskazuje. W jego czasach wielu zwlekało z decyzją o chrzcie ze względu na popularny w IV wieku, ale niebiblijny pogląd, że grzechy po chrzcie uniemożliwią zbawienie, dlatego niektórzy czekali z tym, aż byli krok od śmierci. Przyczyniło się to do zaniechania chrztów przez zanurzenie, gdyż człowiek na łożu śmierci nie mógł już wejść do wody, aby dać się zanurzyć. Tak zrodziła się idea chrztu przez polanie czy pokropienie. Konstantyn ochrzcił się przed śmiercią. Jego nawrócenie może nie było głębokie, ale wydaje się szczere. Wyrzekł się pogańskich bożków, choć miał problem z pogodzeniem chrześcijańskiego Boga z Niezwyciężonym Słońcem, które czcił jego ród. Zachował do końca życia tytuł Pontifex Maximus, a więc najwyższego kapłana starej religii rzymskiej, który przejęli później papieże i noszą do dziś. Sugestia, iż Konstantyn interesował się chrześcijaństwem wyłącznie dla korzyści politycznych, nie przekonuje, gdyż chrześcijaństwo w jego czasach było mniejszością i nie oferowało korzyści, które uzasadniałyby nawrócenie, gdyby nie towarzyszyło mu przekonanie. Konstantyn dojrzał wyższość chrześcijaństwa i próbował je wykorzystać, aby wzmocnić Imperium, przez co zainicjował proces integracji państwa i Kościoła, doprowadzony do końca przez cesarza Teodozjusza, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową w 381 r. Odtąd Kościół posługiwał się często świeckim ramieniem, a nawet inkwizycją, aby narzucać swe dogmaty, co wprowadziło Europę w mroki średniowiecznej nietolerancji.

– Dziękuję za rozmowę.

 

1/ II P 3,15-16

2/ I Tm 5,18; Łk 10,7

3/ Klemens cytuje Ewangelie: Mt 9,13, Mk 2,17, Łk 5,32

4/ Kol 1,16

 

Nowości
Pomyśl, że...
948104_sunflower_2.jpg

Na co może uskarżać się człowiek póki żyje? Niech uskarża się na swoje grzechy! Doświadczajmy i badajmy nasze drogi i nawróćmy się do Pana! - Lm 3,39

Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl