Strona główna arrow Czytelnia arrow Samo życie arrow Temat tabu - śmierć
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 24 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1644474
Temat tabu - śmierć PDF Drukuj E-mail
Wiosna to dobry czas, aby zmierzyć się z tematem śmierci. Drzewa, krzewy, trawa zaczynają się zielenić, kwitną kwiaty, wydłuża się dzień, odchodzą w niepamięć zimowe melancholie i smutki. Mamy więcej siły, aby dotknąć tego tak niepopularnego tematu, spychanego przez wszystkich do komory milczenia. Tak jakby śmierć nas nie dotyczyła.

Długo żyjemy w przeświadczeniu, że wiele rzeczy i spraw nas nie dotyczy. Tak długo zwlekamy ze zmierzeniem się z najtrudniejszym wydarzeniem życia, jakim jest śmierć, że dopada naszych najbliższych i nas samych znienacka, brutalnie, kiedy już brakuje czasu na wszystko, tym bardziej na to, aby się na spotkanie z nią przygotować.

Boimy się śmierci, nie akceptujemy jej, nie chcemy o niej słyszeć nawet wtedy, gdy bliskie nam osoby cicho komunikują: umieram... Nie, nie, co ty mówisz, świetnie wyglądasz, jakie tam umieranie, jeszcze pożyjesz! — zbyt często słyszałam takie słowa, pracując z terminalnie chorymi. Takie słowa zamykają usta ciężko chorym i umierającym. Nie padają te, które powinny paść, i powstaje mur milczenia, smutku i ciężkiego do uniesienia osamotnienia w najtrudniejszym okresie życia. Musimy pamiętać, że i nas to może spotkać — że przyjdzie czas, gdy ktoś takimi właśnie słowami taniego pocieszenia zamknie nasze usta, kiedy uświadomimy sobie, że umieramy, że zostało nam niewiele czasu. Wypieranie zjawiska śmierci, czyli końca ziemskiej egzystencji, to problem głownie naszej zachodniej, chrześcijańskiej cywilizacji. Czy to nie ironia?

Pamiętacie, drodzy Czytelnicy, tę scenę opisaną w Ewangelii Mateusza, kiedy Jezus Chrystus zapowiada uczniom swoją śmierć? Mówi im, że zostanie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy Piotr koncentruje się tylko na słowach mówiących o zabiciu, odciąga Jezusa na stronę i zaczyna go upominać: „Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie”1. Nie słyszy zapowiedzi zmartwychwstania, nie widzi nadziei. Tak przytłacza go zapowiedź śmierci, że nie słucha! Boi się, jak my wszyscy. Trzy razy Jezus zapowiadał swoją śmierć i nikt Go nie słuchał. Żaden z apostołów nie zapytał, co czuje, wiedząc o tym, że wkrótce umrze. Czy to nie straszne? Pomyślmy przez chwilę o osamotnieniu Jezusa w Getsemane. Wtedy gdy najbardziej potrzebował wsparcia, zmagając się z lękiem, najbliżsi smacznie zasnęli. A potem, gdy zawisł na krzyżu i umierał, kto przy Nim pozostał? Najwierniejsze kobiety i jeden apostoł. Jaką lekcję daje nam ten opis? Gdzie będziesz w podobnej chwili? Uciekniesz? Zaśniesz? Będziesz udawał, że nic się nie dzieje? Może warto zacząć o tym myśleć.

Dlaczego boimy się śmierci?

Każdy z nas ma własne lęki związane ze śmiercią i warto byłoby je sprecyzować, dokładnie rozpoznać. Co tak naprawdę kryje się w osobistym morzu lęków? Choć nie istnieje potrzeba koncentrowania swoich myśli na śmierci, to warto zmierzyć się z tym tematem właśnie po to, aby okiełznać lęki. Boimy się samej śmierci i umierania, bo to spotkanie z nieznanym. Kiedyś tego doświadczymy osobiście, na razie jest to sfera zupełnie nierozpoznana. Wiemy, że w wyniku śmierci bezpowrotnie tracimy bliskich albo my ich opuszczamy. Znamy także z opowieści męki długiego umierania, wielkiego cierpienia, bezradności osób towarzyszących, boimy się upokorzenia, całkowitej zależności od innych i wielu, wielu innych rzeczy schowanych głęboko w sercu. To także pogłębia nasze lęki, które nierozpoznane, a skumulowane nie pozwalają nam o śmierci mówić. Może wydaje się nam w dziecięcej naiwności, że jeśli nie będziemy o niej mówić, to nas nie dopadnie? 



Czy śmierć ma sens?

Niektórzy ludzie nie widzą sensu w śmierci, inni o śmierć się modlą lub o nią proszą, nie mogąc znieść męki swojej albo swoich najbliższych. Prawdą jest, że śmierć jest nieuchronna i dotknie każdego żyjącego. Może właśnie dlatego trzeba się z nią oswoić, przyjąć jako jeden z aspektów rzeczywistości.

Zmierzenie się z nieuchronnością śmierci i pogodzenie się z nią, zarówno gdy dotyczy nas osobiście, jak i naszych bliskich, może dać nam pełne zrozumienie ograniczoności czasu, jaki mamy na tej ziemi. Może spowodować, że lepiej wykorzystamy czas, zamiast trwonić go dzień po dniu na rzeczy błahe, głupie, nikomu niepotrzebne, a co gorsze — szkodzące innym ludziom. Czy marnowanie życia na rzeczy i sprawy bez sensu nie jest gorsze niż sama śmierć? Może warto też w kontekście własnej śmierci zastanowić się, w jakich obszarach jestem już martwy? Co we mnie obumiera, dlaczego nie żyję pełnią życia? Co ma dla mnie największą wartość? Czy żyję w zgodzie ze swoimi wartościami? Jakie są moje priorytety i co tak naprawdę mogę zabrać do grobu, a co po sobie zostawię? Jak będą mnie wspominali ci, którzy się ze mną zetknęli? (Nie mam tu na myśli laurkowych nekrologów, ale głęboko ukryte myśli).

Jeżeli nie zastanowimy się nad śmiercią jako nieuchronną rzeczywistością i nie poznamy umierania i żałoby, to nie poznamy życia, nie pojmiemy w pełni piękna i wartości każdego dnia. A jako istoty śmiertelne, musimy zrozumieć, że czas, który jest nam dany na tej ziemi, jest bezcenny i dlatego należy go szanować. Może w tym należy widzieć sens śmierci? W jakiś sposób zmusza nas do myślenia, zatrzymuje i spowalnia szczurzy bieg po... No właśnie — po co?

Czy życie ma sens? 

Życie ma sens wtedy, gdy pamiętamy o ograniczoności czasu i mądrze tym czasem zarządzamy. Gdy znajdziemy miejsce na miłość i wdzięczność, na wybaczanie i przepraszanie, śmiech i łzy, na troskę i służenie innym, dawanie i branie, współczucie i dobroć. Wtedy ma sens, gdy powstrzymujemy się od osądzania innych i krzywdzenia nieprzemyślanym słowem, czynem i gestem. Ma sens, gdy uczymy się cierpliwości, gdy potrafimy z innymi dzielić nasze radości i smutki, gdy porzucamy obojętność na rzecz mądrego i życzliwego zainteresowania drugim człowiekiem. Wreszcie nabiera sensu, gdy możemy dzielić się obficie swoimi doświadczeniami życiowymi, powstrzymując się przed wystawianiem gotowych recept na życie innych. Dzięki temu pokazujemy, że życie ma sens — nawet w obliczu nieuchronnej śmierci. A jeśli do tego wszystkiego — a może przede wszystkim — zaufamy Bogu i nauczymy się z Nim rozmawiać w modlitwie, to nabierzemy przekonania, że nigdy nie jesteśmy sami, nawet w tak trudnej chwili jak umieranie. Wtedy od Niego dostaniemy wsparcie i siłę do pokonania nieznanego. Zawsze gdy towarzyszyłam umierającym ludziom, doświadczałam obecności Boga i siły, jaką nas obdarzał.

Umierający człowiek powiedział do swojego studenta: „Wielu ludzi chodzi po ziemi, nie odnalazłszy sensu życia. Są jakby na wpół uśpieni, nawet wtedy, gdy robią coś, co wydaje się im istotne. A to dlatego, że zajmują się nie tym, co trzeba. Aby życie nabrało sensu, trzeba kochać innych, poświęcić się społeczności, w której się żyje, a także stworzyć coś, co nadałoby naszemu działaniu sens i znaczenie”2.

Barbara Niemczewska

 

 
1 Mt 16,21-23. 2 M. Albom, Niezapomniana lekcja życia. Wtorki z Morriem, Świat Książki, Warszawa 2000.

 

Nowości
Pomyśl, że...
bratek.jpg

Wszystkie drogi Pana są łaską i wiernością dla tych, którzy strzegą przymierza i nakazów jego - Ps. 25,10

Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl