Strona główna arrow Czytelnia arrow Zadbaj o ducha arrow Pozoranci
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 18 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1671428
Pozoranci PDF Drukuj E-mail

Jezus nie tylko mówił o miłości. On kochał. Słowo było rzeczywistością. On był Słowem. To Słowo można było nie tylko słyszeć, ale i widzieć. Zapraszając do wspólnoty swoich uczniów, Jezus powiedział: „Pójdźcie, a zobaczycie” (1), dając do zrozumienia, że ewangelia nie może być odseparowana od praktycznego życia.

 

Przez miasto szedł kaznodzieja, któremu towarzyszył przedsiębiorca produkujący mydło. Gdy mężczyźni natknęli się na przeklinających i szarpiących się pijaków, właściciel fabryki ironicznie rzucił:

— Tak długo głosicie ewangelię, a jednak ludzie są nadal źli.

Nieco dalej zobaczyli ubłoconego chłopca, który bawił się w kałuży.

— Tak długo sprzedajecie mydło, a jednak ludzie wciąż są brudni — skomentował kaznodzieja.

— Mydło jest dobre tylko wtedy, gdy się go używa — bronił się producent.

— Tak samo jest z ewangelią — odrzekł jego towarzysz.

Jezus nie zapraszał nikogo do rozważania teorii, lecz do doświadczania Jego mocy. Współczesny człowiek jest zmęczony słuchaniem teorii. Wszyscy mówią i obiecują, ale ewangelia podąża dalej. Słowo stało się ciałem. Stało się życiem, codziennym doświadczeniem.

Jezus uczynił więcej niż dawanie rad, jak stawiać czoła pokusom. Sam zwyciężył je na pustyni i po czterdziestu dniach zmagań wrócił między ludzi. Nie wykładał o godności pracy, lecz pracował w stolarni, a Jego ręce pełne były odcisków od narzędzi. Nie głosił tyrad o konieczności kochania dzieci, ale po prostu je przytulał i okazywał im czułość. Nie tylko nauczał, jak należy się modlić, ale sam spędzał całe noce na modlitwie. Nie opowiadał wspaniałych rzeczy na temat przyjaźni, lecz płakał nad grobem swego przyjaciela Łazarza. Nie wygłaszał patetycznych słów o świętości macierzyństwa, ale w chwili swojej śmierci nie zostawił matki samej, lecz oddał ją pod opiekę innego ucznia. Był ewangelią ucieleśnioną i żywą.

Jakie to smutne, że my, spadkobiercy Jezusa, raz w tygodniu przez godzinę pretendujemy do świętości, a całym pozostałym życiem często zaprzeczamy idei, na którą się powołujemy. Mahatma Gandhi, wielki przywódca hinduski, po przestudiowaniu nauki chrześcijańskiej rzekł: „Doktryna jest doskonała. Gdyby nie chrześcijanie, stałbym się chrześcijaninem”. Przerażające, jakie świadectwo uczniostwa daliśmy. Jeden z największych ewangelistów w dziejach chrześcijaństwa, Dwight L. Moody, celnie stwierdził, że na stu ludzi może jeden sięgnie po Biblię; pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu czytać będzie w zachowaniu chrześcijanina. Dlatego Chrystus wzywa nas do takiego postępowania, by inni, widząc nasze uczynki, chwalili Ojca w niebie(2)! Z drugiej jednak strony polecenie Jezusa brzmi: „Ty chodź za mną”(3). Nie za ludzką słabością. Nie za Piotrem, który zapiera się Pana(4), nie za Janem i Jakubem, którzy chcą mścić się na niegościnnych Samarytanach(5). Bezpośrednio za Jezusem. Gdyby to rozumiał Gandhi, podążyłby prosto w stronę nieba.

A jak wygląda nasze życie? Czy ewangelia nauczyła nas tylko chodzić do kościoła, od czasu do czasu pomagać ubogim i rozdawać broszury o zbawieniu? Zastanówmy się, jacy jesteśmy. Czy coś zmieniło się w naszym życiu? Czy kochamy zamiast nienawidzić? Czy cierpliwość zastąpiła wcześniejszą wybuchowość, wdzięczność żal, przebaczenie urazę? Czy jesteśmy chrześcijanami formy czy istoty? Przemienione życie jest najlepszym argumentem na to, że ewangelia naprawdę działa. Chrześcijaństwo to nie tylko przestrzeganie reguł. To codzienne spotkanie z Jezusem — gdy podróżujemy, studiujemy, kupujemy, pracujemy, bawimy się. Zostać chrześcijaninem jest proste. O wiele trudniej jest nim być.

Czy zdarza ci się patrzeć z wyższością na innych ludzi? Czy zdarza ci się nienawidzić tych, którzy cię krzywdzą? „Nie daję sobie rady z czynieniem dobra tym, których kocham. Wezwanie Jezusa, by miłować tych, którzy źle mi czynią, tym bardziej przekracza moje pojmowanie” — pisał pewien ksiądz. Jak trudno dobrze czynić tym, którzy nami pogardzają, błogosławić tych, którzy złorzeczą, modlić się za tych, którzy oczerniają. Miłość nieprzyjaciół wydaje się być jak łańcuch Himalajów — porażająco piękną ideą i całkowicie poza zasięgiem człowieka. Bo siły do tego trzeba szukać nie w sobie, ale w Jezusie. Zdolność odpłacania miłością na nienawiść nie jest przywilejem tylko herosów ducha. Jest w zasięgu każdego, kto rzeczywiście wędruje z Bogiem, a nie tylko udaje. Kochanie nieprzyjaciół to konieczność, to jedyna droga, by ocalić samego siebie i nie przejść na stronę ciemności. Bóg jest nieskończonym optymistą, gdy mówi, że miarą naszej doskonałości ma być Jego miłosierdzie. To jak zaproszenie, by zdobywać szczyty w towarzystwie najlepszych alpinistów — oni wciągną na górę, gdy nam zabraknie sił. Stosunek do drugiego człowieka, szczególnie tego nam nieprzychylnego, ukazuje prawdę o nas, jest lustrem, w którym przegląda się nasze chrześcijaństwo.

Nie ma nic gorszego od stwarzania pozorów. Pozorni chrześcijanie przeszkadzają tysiącom Gandhich przyjść do Źródła. Bóg nienawidzi obłudy. Dlatego Jezus przeklął figowe drzewo(6). Gdy po wielu godzinach męczącej podróży Mistrz i jego uczniowie dotarli do Jerozolimy, zobaczyli figowca gęsto pokrytego liśćmi. Podbiegli do niego w nadziei na zaspokojenie głodu. Z bliska okazało się jednak, że ów gąszcz rześkiej zieleni raził pustką. Drzewo sprawiało wrażenie, jakby miało wiele owoców, ale to był tylko pozór. Za zewnętrznym pięknem nic się nie kryło.

Jezus powtórzył tę naukę w Księdze Apokalipsy: „Obyś był zimny albo gorący! A tak żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich”(7). Dlaczego pozory są najgorsze? Bo ci, którzy nie mają owoców, przynajmniej wiedzą, że powinni ich szukać. Ci natomiast, którzy nie posiadając owoców, stwarzają pozory, że je mają, z czasem wierzą w to, że te wyimaginowane są rzeczywiste; zadowalają się nimi, dając miejsce cynizmowi duchowemu. I tak zamykają się szczelnie na działanie Jezusa, bo cynik nie odczuwa takiej potrzeby. O takich ludziach, letnich, Jezus powiedział: „Mówisz: Bogaty jestem (...) i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak”(8). To obraz „chrześcijan” przekonanych o swej wartości, dumnych z siebie, którzy zawsze porównują się z innymi. Mają wspaniałe samopoczucie, jak faryzeusz, który modlił się w świątyni: „Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, (...) albo też jak ten oto celnik”(9). Tymczasem to celnik był miły Bogu, bo wiedział, że nie ma owoców, więc o nie prosił. Nie krył się za żadną maską. Faryzeuszy i uczonych w Piśmie, owych świętoszków obnoszących się ze swoją religijnością, Jezus nazwał grobami pobielanymi, „które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości”(10).

Obłuda jest najgorszym z grzechów. „Biada wam obłudnicy” — ostrzegał Chrystus. To jak powtórne krzyżowanie Zbawiciela. To oszustwo, które odbiera wiarę innym. Obyś był zimny albo gorący!

Dość już teorii. Dość sporów i dzielenia włosa na czworo. Dość noszenia głowy zbyt wysoko. Dość machania sztandarem z wypisanym hasłem: chrześcijaństwo. Nie po tym poznaje się uczniów Jezusa. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”(11). To jest sedno. To wyzwanie nieba.

Spieszcie się kochać ludzi….

SiL

1. J 1,39

2. Mt 5,16

3. J 21,22

4. Mt 26.70-74

5. Mk 9,28-29

6. Mt 21,18-19

7. Ap 3,16

8. Ap 13,17

9. Łk 18,11

10 Mt 22,27

11. J 13,35

 


Nowości
Pomyśl, że...
copyright_foto-otwarty-pl__2352.jpg
Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę - Koh 3,1
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl