Strona główna arrow Czytelnia arrow Samo życie arrow Nieprzemijająca wartość wiary (2)
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 50 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1651465
Nieprzemijająca wartość wiary (2) PDF Drukuj E-mail
Ludzie odrzucają Boga z różnych powodów. Wiodą na przykład bezrefleksyjny żywot, nie próbując niczego zgłębić i ulegając presji wszelkich autorytetów, które krzyczą wokół, że Boga nie ma. Są też tacy, którzy lubią grzeszyć, więc tworzą własne systemy wartości, by nie myśleć o odpowiedzialności za swoje czyny. Inni, karmiąc się tylko sensacjami, tracą wiarę, widząc wokół tyle zła i cierpienia.

Spotkałem raz człowieka, który był bardzo wrogo nastawiony do Boga. Gdzieś tam w jego świadomości tkwiła jednak myśl, że Bóg istnieje, bo jeżeli się komuś bluźni, to zawsze się bluźni pod czyimś adresem. Mój rozmówca był inwalidą wojennym — stracił nogę w ostatnich dniach wojny. Jakie pytania zaczynają się rodzić w umyśle okaleczonego człowieka znoszącego fizyczny i psychiczny ból? Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego wszechmogący Bóg nie przeciwdziałał temu? Dlaczego dopuścił do tego? Mamy wtedy pretensje do Pana Boga o to, że skazuje nas na niezawinione cierpienie. Człowiek dysponuje swoją osobą, posiada wolną wolę, np. podejmuje działania wojenne, uczestniczy w walkach zbrojnych, ale gdy przyjdzie do rozliczeń za cierpienia wojny, to od razu adresatem jest Pan Bóg.

 

Granice odpowiedzialności

 

Ziemia jest swoistym teatrem, na którego scenie odgrywane są przerażające sztuki. I to Adam i Ewa zaprosili nas do tego teatru, nie Pan Bóg. Oni nas wciągnęli do tej gry. Oni zadecydowali o losie swego potomstwa. Oni wybrali także scenariusz obłędnej sztuki.

Przed podobnym wyborem staje każdy człowiek. Okrutne jest to, że wybory człowieka nie dotyczą tylko jego samego, ale także najbliższego otoczenia. Każdy może realizować scenariusz Boży, pielęgnując i kształtując szlachetne zasady życia, a może sobie wybrać scenariusz Stalina, Hitlera i innych autokratów i psychopatów, którzy niszczyli ludzkość. Czy jest więc sens, aby później pytać, gdzie był Bóg?

Nieraz życzylibyśmy sobie od Pana Boga tzw. ręcznego kierowania i stawiamy pytania: Czemu Bóg nie powstrzymał dłoni Ewy i Adama, gdy sięgali po owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego? Czemu nie odgonił Dawida od Batszeby? Gdzie On wtedy był?

 Bóg natomiast dał człowiekowi swoje mądre i dobre prawa. Funkcjonują one w ramach naczelnej zasady przyczynowo-skutkowej. Respektowanie ich powoduje błogosławione skutki, ignorowanie —  przekleństwa. Łamanie praw powoduje, że konsekwencje takiego zachowania odczuwają następne pokolenia i zazwyczaj człowiek już traci świadomość związku przyczynowego. Widzi tylko umierające dziecko, nie jest w stanie trafnie zdiagnozować przyczyny tego stanu. A przyczyna może tkwić w błędach popełnionych kilka pokoleń wcześniej.

Moja koleżanka, która jest pielęgniarką, opowiadała mi, że na jej dyżurze umierała siedmioletnia dziewczynka i tak mówiła do swego ojca: „Tatusiu, ja umieram. Ale ty się nie martw. Nie smuć się tym”. Okazuje się, że nawet dziecko ma świadomość umierania. To nas strasznie bulwersuje i bardzo boli. Być może czynnikiem chorobotwórczym był błąd popełniony wcześniej przez otoczenie? Nie jesteśmy w stanie tego poznawczo uchwycić. A może po prostu wskutek złego stylu życia wkradła się do tej rodziny choroba, która później zaczyna zbierać swoje żniwo?

Mój kolega prowadził kiedyś wykłady na temat skutków palenia nikotyny. W czasie spotkania wstał wysoki, barczysty mężczyzna i wyszydził całą tę akcję. Powiedział, że ma osiemdziesiąt parę lat i skomentował: „Przypatrzcie się, jak się trzymam. I palę papierosy, ile chcę. I wy tutaj mówicie o szkodliwości papierosów?”.

Prelegent zadbał o to, aby odwiedzić dom tego człowieka i zorientować się, jak funkcjonuje rodzina ponadosiemdziesięcioletniej osoby, która pali w domu pięćdziesiąt papierosów dziennie. Zobaczył w tym domu przerażające skutki stylu życia wiekowej osoby: ubóstwo i schorowane dzieci.

Są jednostki, które świetnie funkcjonują mimo niewłaściwego stylu życia, ale swoim wpływem niszczą najbliższe otoczenie. Czy możemy wtedy mówić o niezawinionym cierpieniu najbliższej rodziny? Tak. Ale ktoś jednak zawinił. Może Bóg? Trudno nam czasem się przyznać, że to nasi przodkowie czy najbliższa rodzina są przyczyną jakiejś tragedii. Niejednokrotnie szkodliwy czynnik ma swoje korzenie w przeszłych pokoleniach.

Nikotynizm stanowi dobrze udokumentowane źródło ludzkich cierpień, ale możemy również mówić o chorobach wenerycznych, o skażonej wodzie, o rakotwórczych technologiach wytwarzania i konserwowania żywności, o niezdrowej chemii budowlanej, o negatywnej stronie chemizacji rolnictwa czy o niewyobrażalnie szkodliwych skutkach przemysłu zbrojeniowego.

Bóg zawarł w Piśmie Świętym całą podstawową mądrość i receptę na szczęśliwe życie. Gdyby te zalecenia nie przynosiły pozytywnego skutku, moglibyśmy mieć pretensje do Pana Boga. Ale bardzo często z pretensjami do Boga udają się ci, którzy tej recepty przez Niego wypisanej nie stosują w swoim życiu. Sądzę, że Boże rady są wyjątkowo trafne. Pogłębia się zrozumienie funkcjonowania prawa przyczynowo-skutkowego w zakresie zdrowia, ekologii, genetyki, więc lokowanie winy po stronie Bożej jest wyjątkowo niezręczne i niestosowne.

 

Od sceptycyzmu do racjonalności

 

Dla apostoła Pawła wiara wcale nie była czymś najważniejszym. Najważniejsza była miłość. Stwierdził: „Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem poznany. Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość”1. To apostolski hymn miłości, nie wiary. Paweł nigdy jednak nie dostrzegał rozdźwięku między miłością a wiarą. Miał przeświadczenie, że wiara jest zbędna w wymiarze wieczności. Jest to proteza potrzebna nam w tutejszym życiu, którą później odrzucimy do lamusa. Obecnie potrzebujemy wiary, gdyż nasze obcowanie w tym ziemskim wymiarze uniemożliwia nam postrzeganie nieskażonej grzechem cywilizacji. Przeto jej istnienie musimy przyjąć wiarą. Ale w wieczności nie będzie ona do czegokolwiek potrzebna. Jedynie miłość pozostanie. Postępowanie niewynikające z miłości nie zasługuje na miano czynu w wielkim znaczeniu tego słowa.

Przyjrzyjmy się tej kwestii bliżej. Obecnie chrześcijanin nie może przejść przez życie bez wiary. Jeżeli stracisz zaufanie do Boga i nadzieję, zatracisz samego siebie. Można mieć wiarę intelektualną, potwierdzającą Boże istnienie, ale to nie jest ta cenna, zbawcza wiara, czyniąca życie lepszym. Oczywisty jest jednak fakt, że najpierw trzeba uwierzyć w Boga, aby Mu zaufać.

O wyrozumiałości Chrystusa dla sceptyków niech świadczą słowa zapisane w Ewangelii Jana, a dotyczące Tomasza, który czuł się emocjonalnie rozbity w związku z ostatnimi dniami życia swego niedawnego Mistrza. Na wieść o Jego zmartwychwstaniu powiedział: „Jak nie włożę palców w Jego ranę, jak nie dotknę blizn — nie uwierzę”. Wówczas ukazał mu się Jezus Chrystus i wypowiedział znamienne słowa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”2. Historia ta świadczy o zainteresowaniu Jezusa Chrystusa problemami światopoglądowymi ludzi. Czy nie mógłby obrazić się na Tomasza, który widział tyle Jego cudów, a nie zaufał Jego proroczym słowom, że zmartwychwstanie, oraz nie wierzył świadectwu wszystkich apostołów? Jezus Chrystus był jednak bardzo wyrozumiały dla słabości swoich uczniów. Na tej podstawie człowiek żyjący w XXI wieku ma również prawo oczekiwać od Boga pomocy w poznaniu Go, jeżeli tylko postanowi rozważyć ten problem.

Czy każdemu dane jest w życiu tak blisko doświadczyć obecności Boga, jak doświadczyli tego Mojżesz, Eliasz i apostoł Tomasz? Pomimo rozdzierającej serce człowieka niewiary można przyjść do Boga. Jeżeli ktoś chce sprawdzić fakt istnienia Boga, to w podręczniku do tego studium, w Piśmie Świętym, znajdzie wiele dobrych przykładów. Ponadto Bóg życzy sobie, abyśmy empirycznie poznawali Jego istnienie. Jeżeli człowiek czyni to w szczerości i skromności, może przeżyć cudowne doświadczenia.

 

Wieczne pragnienie życia

 

Każdy człowiek — czy jest tego świadom, czy też nie — posiada system wartości, który zdecydowanie wpływa na wybory, jakie podejmuje w swoim życiu. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ten hierarchiczny system podlega zmianom rozwojowym: niektóre osoby mogą w młodości preferować inne wartości aniżeli w wieku średnim czy też w tzw. złotym wieku. Efektem takich zmian będzie życiorys z wyraźnymi wirażami. O ileż efektywniejsze może być życie, w którym naczelne wartości są stałe! Powstaje więc pytanie: jakie wartości mogą pretendować do tych naczelnych, stałych i istotnych w każdym wieku życia? W mojej ocenie taką wartością może być tylko Bóg.

Jeżeli człowiek od najmłodszych lat uzna Boga za swą najwyższą wartość i taka postawa umysłowa będzie go cechowała przez całe życie, to może osiągnąć najwyższe prospołeczne cele, cele związane z dobrem człowieka i społeczeństwa. Bowiem uczczenie Boga dokonuje się poprzez troskę o potrzebującego człowieka. Nie dla własnej chwały, ale w imię Boże. W Ewangelii Mateusza czytamy: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”3; „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”4.

Ustanowienie Boga najwyższą wartością życia nie ma nic wspólnego z ascetyzmem. Można żyć pełnią normalnego, chrześcijańskiego życia, prowadząc je drogą dwóch przykazań miłości spoczywających na fundamencie dekalogu. Takie życie jest życiem bez lęku, nawet wtedy gdy przychodzi jego kres5.

Gdy dochodzimy do momentu, który zamyka nasze życie, wówczas oglądamy się wstecz i patrzymy na nie już ponad gorącymi emocjami, ponad wielkimi ambicjami, ale ciągle z pragnieniem życia. Z tej perspektywy wiele ambicjonalnych dokonań nie zasługuje na uwagę. Ale jedna kwestia jest ciągle aktualna: czy pozostanie po nas tylko pył, czy na wieki przeminiemy? U wielu osób dopiero w końcowym okresie życia pojawia się skłonność do zaakceptowania istnienia Boga. Odżywa wiara wypierana z umysłu nieraz przez kilkadziesiąt lat. I Bóg staje się wtedy bliski.

 

Próba przechytrzenia Boga

 

Nawet w podeszłym wieku możemy przyjść do Boga. Przestrzegałbym jednak przed próbą przechytrzenia Go. Być może niektórzy uważaliby hulaszcze życie zwieńczone pobożną starością za wymarzony ideał. Rozumowanie takie zakłada znak równości pomiędzy grzechem i szczęściem. Może nie znam się na matematyce, ale znam życie i znak równości należy postawić pomiędzy grzechem a bólem. Grzeszenie boli. Jeżeli nie dzisiaj, to jutro. Grzeszność pociąga za sobą ból.

Niektórzy zapewne mówią sobie: będę sobie żył, jak chcę, a pod koniec życia nawrócę się do Pana Boga. Św. Augustyn na początku swej chrześcijańskiej drogi pozwolił sobie na ironiczną modlitwę: „O, Boże, daj mi dar czystości (...), ale jeszcze nie teraz”6. Czytałem w starym, przeszło stuletnim katechizmie opowieść o bezbożnie żyjącym paniczu, który od młodych lat miał wiarę w przebaczające Boże miłosierdzie. Wydedukował on sobie receptę na hulaszcze życie zakończone wielkim aktem skruchy i pojednania z Bogiem. Niepokoiła go jednak możliwość nieoczekiwanej, gwałtownej śmierci, ale i z tym sobie poradził. Z zagadkową miną mówił bliskim osobom, żeby się o niego nie martwiły, on bowiem zna trzy tajemnicze słowa: Boże, przebacz mi. Mówił: „Jak będę umierał, to krzyknę: Boże, przebacz mi!”. Był pewien, że miłosierny Bóg będzie dla niego litościwy. Jednak pewnego razu po pijackiej uczcie jechał przez most. Nagle konie się spłoszyły i w bezładnym galopie przełamały barierę mostu. Kareta razem z końmi i paniczem wpadła do głębokiej rzeki. Rodzice pytali ludzi, którzy byli świadkami tego zdarzenia: „Czy pamiętacie, jakie nasz syn wypowiedział ostatnie słowa?”. Świadkowie zdarzenia odpowiedzieli, że coś tam przeklinał, a na koniec głośno krzyknął: „A niech to diabli wezmą!”7. Morał opowiadania, sugerowany przez autorów, jest prosty: z kim chodził, ten go wziął.

Człowiek, który żyje z Bogiem, swoje ostatnie myśli kieruje zazwyczaj do Boga. Ale to naprawdę nie jest istotne, z czym związana jest ostatnia myśl. Iluż ludzi zginęło gwałtowną śmiercią, nie mając w ogóle świadomości, że umiera. „Uczynki ich idą za nimi”8 i one są najlepszym świadectwem wiary danej osoby. Ale jeżeli ktoś prowadzi grzeszne, hulaszcze życie, niech nie myśli, że w chwili śmierci zrodzi się w nim pragnienie powrotu i pojednania z Bogiem. Może powstać taka myśl, ale prawdopodobieństwo nagłej skruchy wydaje się nikłe i nie przychodzi tak łatwo, jakby mogło się wydawać. Choć nawrócony na krzyżu łotr jest jednak dowodem takiej możliwości, to historia dostarcza nam bezustannych przykładów, że cele, jakie realizujemy, będą prawdopodobnie związane z ostatnimi myślami naszego życia. Przypadek nawrócenia łotra jest opisany dlatego, by nie pozbawiać nadziei tych, którzy są w beznadziejnej sytuacji. Ale jest tylko jeden taki przypadek opisany w Piśmie Świętym, uzmysławiający wszystkim, że jest to możliwe w sporadycznych przypadkach. Czyny tworzą zwyczaje, zwyczaje tworzą styl życia, który tak utrwala się w umyśle człowieka, że staje się jego naturą.

 

Zdzisław Ples

 

[Artykuł pochodzi z książki: Z. Ples, Żar wątpliwości. Teodycea, Wydawnictwo „Signa Temporis”, Podkowa Leśna 2004. Lid pochodzi od redakcji]

 

1 I Kor 13,12-13. 2 Zob. J 20,24-29. 3 Mt 5,16. 4 Mt 25,40. 5 Por. badania dr Elżbiety Kübler-Ross, w: T. Kielanowski, Rozmyślania o przemijaniu, Wiedza Powszechna, Warszawa 1976, s. 72-73. 6 Por. R.E. Olson, Historia teologii chrześcijańskiej, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa 2003. 7 Por. J. Schmid, Katechizm historyczny, t. 2, s. 54. 8 Ap 14,13.

Nowości
Pomyśl, że...
kosodrzewina_m.jpg

Ufać będą tobie ci, którzy znają imię twoje, bo nie opuszczasz, Panie tych, którzy cię szukają - Ps. 9,11

Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl