Strona główna arrow Czytelnia arrow Zadbaj o ducha arrow Rozczarowani Bogiem
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 21 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1680531
Rozczarowani Bogiem PDF Drukuj E-mail

Są ludzie, którzy uważają, że chrześcijanie nie powinni popadać w depresję, a jeśli już im się przydarzy, powinni sobie z nią łatwo poradzić. W praktyce jednak depresja człowieka wierzącego może mieć przebieg znacznie silniejszy niż u pozostałych. Jak pomóc ludziom, dla których Bóg – zdający się być głuchym w obliczu życiowych tragedii – traci sens?

Wielu uczciwych i pobożnych ludzi, doświadczanych przez życie, przechodzi przez chwile załamania wiary. Padają wtedy pytania: Czy Ty, Boże, naprawdę jesteś? Czy słuchasz moich modlitw? Dlaczego nie odpowiadasz? Dlaczego mnie to dotyka? Dlaczego nie pomożesz? Czy mnie opuściłeś? Czy jesteś obojętny wobec mojego cierpienia? A może odwracasz się ode mnie, bo na to zasłużyłem?

Nie są to pytania i wątpliwości grzeszne. Miewali je i biblijni bohaterowie. Wychodzili jednak z tej potyczki zwycięsko, czego nie można powiedzieć o wszystkich wierzących. Czego więc nam brakuje?

 Wystarczy jak ziarnko gorczycy?
Amerykański pastor, Jim Conway, znał moc Boga, ufał Mu i nigdy nie wątpił w Jego opiekę. Był pewien, że wysłucha modlitw całej rodziny, ba, całego Kościoła! Był przecież Jego oddanym sługą. Znał obietnice, że „wszystko jest możliwe dla wierzącego”(1). A jednak stanął przed murem, wydawałoby się, Bożej obojętności. Oto, co sam napisał:

W wieku 15 lat nasza córka zaczęła mieć problemy z kolanem. Przez półtora roku chodziła do różnych lekarzy i poddawała się wielu badaniom. W końcu dwukrotnie pobrano jej duże wycinki z odkrytego w kolanie guza. Tygodniami wyczekiwaliśmy wieści z kilku różnych laboratoriów, do których przesłano wycinki. Wreszcie któregoś wieczora zjawił się nasz lekarz. Powiedział, że guz jest złośliwy i że konieczna będzie amputacja nogi. Nietrudno sobie wyobrazić, jak podziałało to na mnie i na żonę. Nie chciałem wierzyć lekarzowi. Postanowiłem, że nie dopuszczę do amputacji i będę się modlił tak długo, aż Bóg mi obieca, że noga Becki ocaleje. „Nie obetną ci nogi – powiedziałem córce. – Wierzę, że Bóg uczyni dla nas cud. Kazał nam szukać u siebie pomocy, kiedy jest trudno. Jestem absolutnie przekonany, że oszczędzi ci amputacji”.

Członkowie naszego kościoła rozpoczęli 24-godzinne czuwanie modlitewne połączone z postem. Tysiące ludzi modliły się o uzdrowienie Becki.

Tuż przed operacją powiedziałem lekarzowi: „Proszę cię, Scott, sprawdź raz jeszcze, czy rak się nie cofnął. Jestem pewien, że Bóg przyjdzie nam z pomocą”.

Lekarz poszedł na salę operacyjną i długo nie wracał. Minęło 45 minut. Ja, moja żona Sally i dwie pozostałe córki czekaliśmy na wiadomość. Kiedy minęła godzina, a potem dwie, zaczęło do mnie docierać, że na sali operacyjnej dzieje się coś poważnego. W końcu lekarz wyszedł i powiedział, że noga została amputowana.

Byłem załamany, mało – absolutnie zmiażdżony. Straciłem Boga! Zrozpaczony tłukłem pięściami w mury szpitalne i pytałem: „Gdzie jesteś, Boże? Gdzie jesteś?”.

Czy Bóg ogłuchł? A może zasnął? Jak pogodzić Jego milczenie z obietnicami: „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem”(2); „Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego”(3); „Proście, a będzie wam dane”(4); „I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie”(5). Takich obietnic jest więcej w Piśmie Świętym. Jak mówił Jezus, „gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie”(6)? Jim Conway, jak większość głęboko wierzących, oparł na tych obietnicach całe swoje życie. Jego wiara nie była słaba; była – można rzec – większa niż ziarnko gorczycy. Czy nie miał prawa do pytań?

Człowiek potrafi stawić czoła niesłychanej presji, łącznie z perspektywą rychłej śmierci, o ile w tym, co się dzieje, dostrzega jakiś sens. Męczennicy za wiarę, więźniowie i bohaterowie wojen schodzili z tego świata odważnie i ufnie. Widzieli sens składanej przez siebie ofiary. Jim Elliot, jeden z pięciu misjonarzy zamordowanych w Ekwadorze przez członków plemienia Auca, tak powiedział o „duchowej” inwestycji: „Nie jest bynajmniej głupcem ten, kto oddaje coś, czego nie może zatrzymać, w zamian za to, czego nie może utracić”. Biblijna perspektywa czyni z męczeństwa chwalebny triumf.

I można założyć, że gdyby córka Jima Conwaya straciła nogę lub wręcz życie w wyniku walki o wiarę, jej ojciec nie zadawałby Bogu takich pytań. Jego dramat polegał na poczuciu bezsensu. W takich sytuacjach przeżywamy stan wewnętrznego zagubienia i rozczarowania Bogiem. Jeśli Pan nie przychodzi na ratunek, czujemy frustrację, która szybko zmienia się w gniew i poczucie osamotnienia. Ostatecznie przychodzi zwątpienie i duch słabnie. Popadamy w depresję, która u wierzącego może mieć znacznie ostrzejszy przebieg niż u niewierzącego. To właśnie z ust zagubionego chrześcijanina padają często słowa gorzkie, gniewne, a nawet bluźniercze. Taki człowiek podobny jest do małej dziewczynki z rozbitej rodziny, której ojciec obiecał, że będzie ją często odwiedzał i nie dotrzymał słowa. W rezultacie dziecko cierpi o wiele dotkliwiej, niż gdyby mu nie składano takiej obietnicy.

Co powaliło Hioba?
Dlaczego tak się dzieje? Bo kluczową rolę odgrywają tu nasze oczekiwania. To one prowadzą do rozczarowań. Nie ma bowiem sytuacji trudniejszej od tej, gdy komuś wali się w gruzy koncepcja, na której budował całe swoje życie. Taki kryzys wstrząsa podstawami egzystencji, bo człowiek musi się dodatkowo uporać z bólem odrzucenia. Oto Bóg, którego kochał i któremu służył, milknie, oddala się i obojętnieje w momencie, w którym jest najbardziej potrzebny.

Spójrzmy na Hioba. Jest w stanie znieść wszystko: utratę dzieci, majątku, służby, reputacji, przyjaciół. Mówi: „Dobre przyjmujemy od Boga, czy nie mielibyśmy przyjmować i złego?”(7). Cóż za wiara! I choć wiemy to, czego nie wiedział Hiob – że to nie Bóg jest za zło odpowiedzialny – to przecież główny problem pozostaje: dlaczego Bóg na to pozwala, skoro błagamy Go o pomoc? Przecież ma moc nieszczęście odwrócić, zatrzymać...

Ciekawe w historii Hioba jest to, że to nie te straty dotknęły go najbardziej. Żadna z tych tragedii nie zachwiała ufnością Hioba. Ostatecznie jednak pogrążył się w rozpaczy. Ten niezłomny człowiek, który potrafił stawić czoła ciężkiej i bolesnej chorobie, śmierci najbliższych i poniżeniu, nie radził sobie z czymś innym – z niemożnością odnalezienia Boga! „I dziś ma skarga jest gorzka, bo ręką swą ból mi zadaje. Obym ja wiedział, gdzie można Go znaleźć, jak dotrzeć do Jego stolicy? (...) Pójdę na wschód: tam Go nie ma; na zachód – nie mogę Go dostrzec. Na lewo sieje zniszczenie – nie widzę, na prawo się kryje – nie dojrzę”(8).

Takich, wydawałoby się, opuszczonych przez Boga bohaterów biblijnych jest więcej. Na przykład Dawid. Miał ten sam problem. W wielkim smutku wołał do Boga: „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?”(9); „Czy Jego łaskawość ustała na zawsze, a słowo umilkło na pokolenia? Czy Bóg zapomniał litości, czy w gniewie stłumił miłosierdzie swoje?”(10). Ba, sam Jezus pytał Ojca, dlaczego pozostawił Go samego na krzyżu! A przecież wiemy, że ani Hioba, ani Dawida, ani tym bardziej Jezusa Bóg nie opuścił.

Jakby w zwierciadle
Większość z nas staje w swym życiu wobec takich właśnie pytań, wobec kryzysu wiary, wobec poszukiwań Boga, który milczy. Dlaczego Bóg dopuszcza, byśmy przeszli przez taką duchową „ciemną dolinę”, kiedy wiara poddawana jest najcięższym próbom? Być może dlatego, że w Jego oczach wiara jest najcenniejsza. Prowadzi nas przez próby, by nasza ufność mogła wzrastać.

Aby uchronić się przed upadkiem w owej „ciemnej dolinie”, powinniśmy pamiętać o tym, że nie jesteśmy teraz w stanie wszystkiego zrozumieć. Miejsce oskarżeń i wątpliwości powinna zająć pokora. Nie uda się nam przeniknąć zamysłów Boga – przypominamy raczej pantofelka, który sili się na odczytanie motywów postępowania człowieka. W Biblii czytamy o „niezbadanych” wyrokach Boga i Jego drogach „nie do wyśledzenia”(11). Apostoł Paweł pyta: „Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go pouczać?”(12). W kontekście pytań bez odpowiedzi wyjaśnia: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak jestem poznany”(13). Zatem na razie musimy zadowolić się jedynie częściowym zrozumieniem. W życiu każdego człowieka bywają okresy, gdy wydarzenia czy okoliczności nie tworzą logicznej całości i kiedy wszystko, nawet Bóg, wydaje się pozbawione sensu.

Musimy nauczyć się odłączać Bożą wolę w naszym życiu od obietnicy sielskiego życia. Bo takiej obietnicy nigdy nie było. Boży plan dla naszego życia jest zawsze wspaniały, ale to nie znaczy, że zawsze zrozumiały i atrakcyjny w naszym pojęciu. Boża perspektywa jest inna – On patrzy z punktu widzenia tego, co najistotniejsze, naszego zbawienia. Zaciągnięcie się w szeregi armii Chrystusa wcale nie chroni przed życiowymi zawieruchami. Pismo Święte poucza nas, byśmy „nie polegali na swoim rozsądku”(14). Nie znaczy to, że mamy nie starać się zrozumieć tego, co się w naszym życiu dzieje, lecz że nie wolno nam polegać na tym, iż zdołamy poukładać rozsypane elementy mozaiki w sensowną całość. Bo taka postawa oznacza rozpaczliwe szukanie zadowalającej odpowiedzi i prowadzi do odrzucenia wiary, gdy takiej się nie uzyska. To jak żądanie, by Bóg się przed nami tłumaczył, i grożenie Mu określonymi konsekwencjami na wypadek, gdyby tego nie uczynił. Taka postawa jest początkiem duchowego upadku.

Cierpienie jest nieodłącznym składnikiem naszej egzystencji. Ludzie żyjący blisko Boga, znający Pismo Święte rozumieją, dlaczego tak się dzieje, umieją to często teologicznie wyjaśnić. A jednak gdy – jak to ujął jeden z duchownych – dobrym ludziom przytrafiają się złe rzeczy, nie umiemy sobie z tym poradzić. Kiedy oddany Bogu człowiek cierpi, pyta: dlaczego? Ale ze zrozumieniem tych spraw, zamiast się buntować, musimy poczekać na ponowne przyjście Pana.

Doświadczenia Józefa i Jana
Józef, bohater Starego Testamentu, też nie rozumiał, dlaczego mu się to przytrafiło. Całe jego życie było pasmem trudnych doświadczeń. Najpierw próba zabójstwa, i to przez najbliższych (własnych braci), potem żywot niewolnika w Egipcie, fałszywe oskarżenie żony Potyfara o zdradę, w końcu więzienie. I nic w Biblii nie wskazuje na to, by Bóg tłumaczył się przed Józefem, dlaczego dotykają go te cierpienia. Nie odsłonił też przed nim, jak skończą się te perypetie. Józef – tak jak każdy z nas – musiał żyć dniem dzisiejszym, a zrozumienie zdarzeń wykraczało poza jego możliwości. Ale Bogu podobała się wierność Józefa, kiedy wszystko wydawało się stracone i bezsensowne.

Podobnie bezsensownego losu doświadczył inny bohater – tym razem Nowego Testamentu – Jan Chrzciciel. To o nim Jezus powiedział, że nie ma większego urodzonego z niewiasty. A jednak nie pomógł mu, gdy Jan oczekiwał w więzieniu na śmierć. Jego Pan, wszechmocny Bóg, który uzdrawiał innych, wskrzeszał innych, nie zrobił nic, by uwolnić Jana. W lochu nie przysłał nawet do niego anioła, by wyjaśnił mu sens egzekucji. Jan musiał stawić czoła tej samej niewiedzy i poczuciu bezsensu, co my. I zareagował na tę sytuację w sposób bardzo ludzki. Ten, który głosił nadejście Mesjasza, który chrzcząc Go, był świadkiem emanacji Ducha Świętego spoczywającego na Jezusie, który słyszał głos Ojca: „Ten jest Syn mój umiłowany” – ten sam Jan zwątpił i posłał swego ucznia do Chrystusa z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”(15). To wszystko traciło w oczach Jana sens.

Najwięcej cierpienia przysparza świadomość, że Bóg ma wszelką moc, może ocalać, uzdrawiać, ratować, a kiedy naprawdę tego potrzebujemy, nie czyni nic. Ale to straszliwa pułapka. Bo w tym momencie na horyzoncie pojawia się szatan i zaczyna szeptać: Jego wcale nie ma. Albo: Nic Go nie obchodzisz. Ta istota posługuje się naszym bólem, by wzbudzić w nas skierowane przeciw Bogu poczucie krzywdy. A kto dochodzi do wniosku, że Bóg się o niego nie troszczy, jest na drodze do utraty wiary. Musimy pamiętać, że w najtrudniejszych chwilach naszego życia pojawia się nieprzyjaciel z całym rojem kłamstw i drażni się ze zranionym człowiekiem. Jeśli będziemy go słuchać, pójdziemy dalej przez życie zgorzkniali, niosąc w sobie rozczarowanie i zranienie, którego już nic nie uleczy.

Zaufaj mi!
Mamy prawo pytać, ale nie mamy prawa Boga przesłuchiwać. Ciekawe, że nigdzie w Biblii Bóg nie broni się przed zarzutami człowieka. Poprzestaje na prostym: „Zaufaj mi”. W dyskusji z Hiobem ani razu nie usiłował tłumaczyć się z tego, co dopuścił w jego życiu. A jednak Biblia mówi wyraźnie, że jest Bogiem kochającym, dobrym, miłosiernym, łaskawym. Czy to możliwe, że po prostu nie umiemy pojąć Bożego sposobu kochania? Może właśnie dlatego niczego nam nie tłumaczy, tylko powtarza: „Zaufaj mi”. Ludzkie wyobrażenia o Bogu są ciasne i niedoskonałe, a Jego moc i mądrość są dla nas nie do pojęcia. Nie trywializujmy więc Jego istoty, myśląc o Nim albo jako kimś „daleko w górze”, albo jako czarnoksiężniku posłusznym każdemu, kto zna zaklęcie. No bo kto jak kto, ale przecież apostoł Paweł doskonale znał „zaklęcie” – rozmawiał osobiście z Bogiem. Wołał do Niego, by uwolnił go od dolegliwości, którą określił jako oścień dla ciała. Trzykrotnie Bóg odmówił: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”(16).

Bóg nie obiecywał raju na ziemi i uwolnienia od problemów. Obiecał coś innego – wsparcie i wzmocnienie, aby przez „ciemną dolinę” przejść: „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą”(17).

Szadrak, Meszak i Abed-Nego – trzej młodzi Hebrajczycy, których babiloński król Nebukadnesar skazał na śmierć przez spalenie żywcem w piecu – w obliczu życiowej tragedii wyznali: Bóg może nas wybawić, ale choćby tego nie uczynił, pozostaniemy Jego sługami(18). Oto biblijna recepta na cierpienie w najprostszym ujęciu! Bóg może uwolnić moje ciało od choroby, ale choćby tego nie uczynił, nie odstąpię od Niego. Bóg może uzdrowić moje dziecko, może ocalić moją plajtującą firmę, może mi wrócić syna z wojny, ale jeśli sprawi inaczej, nie przestanę Mu ufać. To miał na myśli Hiob, gdy mówił: „Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam”(19).

W piecu, obok trzech Hebrajczyków, był czwarty mąż – podobny do Syna Bożego. Gdy Szadrak, Meszak i Abed-Nego wyszli z pieca, ostatecznie uratowani przez zaskoczonego nadnaturalnym zjawiskiem króla, Chrystus tam pozostał. Nie wyszedł przed piec, by chronić nas przed wejściem tam, lecz pozostał w nim, by pocieszać i chronić ciebie i mnie w chwili naszej osobistej ognistej próby.

Nie domagajmy się arogancko wyjaśnień, bo nie zawsze je otrzymamy. Nie odwracajmy się od Boga tylko dlatego, że nie rozumiemy tego, co się dzieje w naszym życiu. Zaufajmy Mu wysiłkiem woli, którą nas obdarzył. Inaczej pozostanie nam tylko rozpacz. Uczmy się od Piotra, który wiedział, że poza Bogiem nie ma ukojenia i życia, i który pytał: „Panie, do kogóż pójdziemy?”(20).

 

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

 

[W artykule wykorzystano myśli z książki Jamesa C. Dobsona pt. „Gdy Bóg traci sens”, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1996].

 1. Mk 9,23

 2. Flp 4,6

 3. Jak 5,6

 4. Mt 7,7

 5. Tamże 21,22

 6. Tamże, 17,20

 7. Hi 2,10

 8. Tamże 23,2.3.8.9

 9. Ps 13,1

10. Ps 77,9-10

11. Rz 11,33

12. I Kor 2,16

13. Tamże 13,12

14. Prz 3,5

15. Mt 11,3

16. II Kor 12,9

17 Iz 41,10

18. Dn 3,17-18

19. Hi 13,15

20. J 6,68

 


Nowości
Pomyśl, że...
zolty better_m.jpg
Na drogę bezbożnych nie wchodź i nie krocz drogą złych ludzi! Unikaj jej i nie wchodź na nią - Przyp. 4,14-15
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl