Strona główna arrow Nasze świadectwa arrow Krzysztof
Musisz tego posłuchać
Strona główna
Aktualności
Skrzynka intencji
Forum Duchowej Pomocy
Nasze świadectwa
Czytelnia
Galeria Sola Fide
Polecane strony
Sola Gratia
Napisz do nas
Multimedia
Zaloguj Się Wyszukaj Jeśli chcesz taki serwis
Często czytane:
Gościmy
Aktualnie jest 7 gości online
Licznik odwiedzin
odwiedzających: 1608242
Krzysztof PDF Drukuj E-mail

Image

Nic nie dzieje się bez przyczyny

Jako dziecko byłem dość uparty i nieznośny dla rodziny i otoczenia, do tego niesamowicie nerwowy. Wychowałem się w rodzinie, w której na co dzień nie rozmawiało się o Bogu, więc nie miałem zbyt wielu okazji do poznania Go. Mój ojciec wpajał mi wartości ateistyczne, jeśli można je w ogóle nazwać wartościami. Mama natomiast trzymała się zawsze tradycji wyniesionej z domu.

Moja rodzina nie była idealna - dzień w dzień miały miejsce konflikty, czasem bywała u nas policja. Jako nastolatek robiłem wiele głupich rzeczy: kradłem, często się biłem, piłem, paliłem i brałem  różne używki, byłem dumny i pewny siebie. Kiedyś wracając późną nocą z imprezy wdałem się w bójkę z grupą ludzi. To spotkanie zakończyło się dla mnie hospitalizacją. Przez to miałem sporo czasu na rozmyślanie o życiu. Jakaś nieznajoma siła nie dawała mi się stoczyć na samo dno. Postanowiłem się zmienić. Zacząłem uprawiać sporty walki, co dawało mi sporą satysfakcję i nauczyło kontroli własnych emocji, cierpliwości i szacunku do ludzi. Choć czułem się znacznie lepiej, to jednak wciąż czegoś mi brakowało; czegoś bardzo ważnego.
Moje życie zmieniło się diametralnie jednego dnia, gdy byłem w pierwszej klasie szkoły średniej. Zmagałem się wówczas z problemami w szkole, do których dołączyły problemy zdrowotne. Pod koniec roku szkolnego, choć czułem się słabo (szumiało mi w głowie i prawie nic nie słyszałem), to siedziałem w szkole na lekcjach i robiłem wszystko, żeby nadrobić zaległości. Wtedy dosłownie w ciągu jednego dnia straciłem całkowicie słuch w jednym uchu, drugie osłabło. Po wizycie w szpitalu okazało się, że mam obustronne ostre zapalenie ucha środkowego. Po trwającym wiele miesięcy leczeniu połączonym z rehabilitacją, lekarzom udało się uratować cześć mojego słuchu. Zaproponowano mi używanie aparatu słuchowego, ale nie zgodziłem się. Jeden z lekarzy powiedział mi nawet, że jeśli nie będę używał aparatu, to najdalej w wieku 30 lat będę kompletnie głuchy. W lipcu 2010 r. skończyłem 31, i jak na razie słyszę bez problemów.
To doświadczenie bardzo mocno odbiło się na mojej psychice. Zamknąłem się w sobie i większość czasu spędzałem w samotności. Zacząłem jednak dużo czytać. Na początku zainteresowałem się kosmologią, fizyką, astronomią, trochę filozofią i zjawiskami paranormalnymi. Byłem ciekawy jak powstał wszechświat i skąd się wziął. Kiedyś przez przypadek trafiłem na książkę nt. Apokalipsy, która tak mnie zafascynowała, że sięgnąłem po Pismo Święte. Zacząłem jednocześnie studiować Księgę Objawienia i porównywać ją z tym, co czytałem w tej książce. Od tamtej pory już nie rozstawałem się z Pismem Św. Pochłaniałem je tak zachłannie jak spragniony pragnie zaspokoić pragnienie. Czułem też, że muszę się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa, ale nie miałem pojęcia w jaki sposób ani gdzie się udać,  itp., ale modliłem się do Boga, aby mnie poprowadził.

Był czas, że moja wiara była bardzo gorliwa, był też taki, że upadałem na samo dno i zapominałem o Nim, ale Bóg pamiętał cały czas o mnie i moich modlitwach i stawiał na mojej drodze ludzi, którzy pomagali mi obrać właściwą drogę. Poznałem w tym czasie wiele wyznań chrześcijańskich, ale żadne z nich nie opierało swojej wiary na wszystkich Dziesięciu Przykazaniach, które wg. mnie były konieczne do zbawienia wraz z wiarą w Jezusa Chrystusa. W ten oto sposób, wędrując z Bogiem przez te wszystkie lata w końcu trafiłem na kościół, który wydał mi się najbliższy zrozumienia, jakie dostałem od Boga. Latem 2010 r. przyjąłem chrzest. Jestem szczęśliwy że mogłem oddać swoje życie Bogu i wiem, że On mnie prowadził przez te wszystkie lata. Wiem też, że nic się nie dzieje bez powodu i wszystko ma swój cel.
Pierwszy cel już osiągnąłem, ale teraz mam nowy: służyć Bogu i tym którzy potrzebują pomocy. Nie wiem jeszcze w jaki sposób będzie się to odbywać, ale będę się modlił i prosił Boga o prowadzenie :)


Nowości
Pomyśl, że...
zolty better_m.jpg
 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie - Mat 5,10
Sonda
Jak często otrzymujesz odpowiedź na swoje modlitwy?
  
Czy Bóg jest drobiazgowy w oczekiwaniach wobec człowieka?
  
Webdesign Go3.pl